Z każdą godziną powinna się poprawiać sytuacja na granicy polsko-ukraińskiej. Około godziny 9:00 zostały odblokowane wszystkie drogi dojazdowe po stronie ukraińskiej. Od niedzieli nasi wschodni sąsiedzi protestowali przeciwko zmianom w przepisach dotyczących sprowadzania zza granicy samochodów.

REKLAMA

Prawie trzy doby - tyle stali w kolejce po ukraińskiej stronie kierowcy ciężarówek, którzy po odblokowaniu drogi w Rawie Ruskiej na Ukrainie wjechali na polską część przejścia granicznego w Hrebennem. Pierwsi w kolejce na granicę dotarli jeszcze w niedzielę i utknęli.

Grupa ludzi zablokowała przejazd, rozpalili opony i utknęliśmy - mówi ukraiński kierowca.

Dopiero dzisiaj rano przyjechała policja i udało się odblokować drogę dojazdową. Nie lepiej było również po polskiej stronie. Przyjechaliśmy na granicę w niedzielę około 17:00 po południu - relacjonuje jeden z polskich kierowców. Na przejście wjechał dopiero dzisiaj o 8 rano. Zazwyczaj w kolejce czeka się kilka godzin. Wszystkich ucieszyła informacja o odblokowaniu przejazdu.

Służby pracują pełną parą. Przed szlabanem po polskiej stronie stało rano blisko 150 ciężarówek. Około południa już 120. Przepustowość przejścia w Hrebennem to kilkanaście TIR-ów na godzinę, maksymalnie 120 na jedną 12-godzinną zmianę. Jeśli nie będzie nieprzewidzianych okoliczności, czyli kolejnej blokady, sytuacja powinna wrócić do normy w ciągu kilkunastu godzin.

Trudniejsza sytuacja jest Podkarpaciu. Czas oczekiwania w Korczowej to nawet 31 godzin. Na wyjazd z Polski oczekuje 360 ciężarówek. Czynne jest wszystkie 12 pasów odpraw z pełną obsadą. Maksymalna przepustowość przejścia to 180 TIR-ów w ciągu 12 godzin. Pełna obsada również w Medyce, która jest w stanie obsłużyć 150 TIR-ów wciągu 12 godzin. Działa 8 pasów wyjazdowych o 6 wjazdowych do Polski.

Po drugiej stronie granicy wszystko wskazuje na to, że służby ukraińskie również pracują na maksymalnych obrotach.

Aktualne jest pytanie, czy to definitywny koniec blokad, czy tylko czasowe zawieszenie ze względu na - jak się okazuje - interwencję ukraińskiej policji? Kierowcy mają nadzieję, że już się nie pojawią. Na Ukrainie teraz taka moda - blokowanie dróg - mówi kierowca, któremu wjazd do Polski zajął ponad dwie doby. Nie wypłacą gdzieś pensji - blokada drogi, coś się nie podoba - blokada drogi - tylko my kierowcy ciągle na tym tracimy. Niech jadą do Kijowa protestować - mówi zirytowany - Jak nie jadę, nie zarabiam pieniędzy, a ja też mam rodzinę, dzieci.

Powód blokad to zmiany w przepisach celnych. Rząd, jak mówią Ukraińcy, praktycznie z dnia na dzień wprowadził drakońskie opłaty za sprowadzenie auta zza granicy. Do tej pory przepisy były obchodzone. Ukraińcy kupowali samochody w Polsce, ale jako współwłaściciel pozostawał nasz obywatel. Dzięki temu samochód nie musiał być przerejestrowywany na Ukrainie. Wystarczyło, że raz na 5 dni wjechał do Polski. Taki proceder trwał kilka lat. Teraz władze ukraińskie chcą pobierać kaucje. Kupiłem samochód za 6 tysięcy złotych w Polsce, a oni ode mnie chcą 3 tysiące euro - mówi zbulwersowany mieszkaniec Rawy Ruskiej. Kogo stać na takie pieniądze? Szukają pieniędzy do budżetu państwa i najłatwiej jest uderzyć w nas prostych ludzi - wtóruje drugi Ukrainiec.

(j.)