Producenci wędlin nadal będą mogli serwować nam parówki z MOM, czyli zmielonych kości, świńskiej skóry i tłuszczu. Resort rolnictwa uważa, że konsumenci sami powinni walczyć z kiełbasami trzeciej jakości... czytając etykiety - informuje "Gazeta Wyborcza" .

REKLAMA

MOM to masa kostno-tłuszczowa. Po oddzieleniu mięsa ze zwierzęcia zostaje szkielet. Przeciska się go przez sita różnej wielkości pod wysokim ciśnieniem albo podgrzewa i miele. Do tego dodaje się skórki wieprzowe albo kurze, tłuszcz i maski, czyli wszystko, co się zdejmuje z głowy świniaka. Plus przyprawy i związki chemiczne, które absorbują wodę.

Z MOM robi się tanie parówki i pasztety, kiełbasy, gotowe dania, takie jak pulpety, klopsy. Wędliny "z dolnej półki" to już połowa naszego rynku.

Niemcy zakazali wędlin z MOM

Normy na wędliny przestały być obowiązkowe w 2004 r., kiedy przystąpiliśmy do Unii Europejskiej, bo Unia ich nie narzuca (z wyjątkiem produktów regionalnych). Poszczególne kraje mogą jednak zakazać stosowania MOM-u, tak jak zrobili to np. Niemcy.

Jednak zdaniem urzędników nie ma sensu zakazywać MOM-u, bo taki zakaz obowiązywałby tylko przedsiębiorców produkujących wędliny w kraju, przez co ich wyroby znacznie by podrożały. Do Polski sprowadzano by tańsze wędliny z zagranicy wykorzystujące właśnie MOM - przekonują.

Także zdaniem części przedstawicieli branży mięsnej, wprowadzenie zakazu nie sprawi, że klienci rzucą się na polskie wędliny bez MOM-u. Konsumenci i tak kupowaliby tańsze produkty, tak jak teraz, tylko że sprowadzane z zagranicy. Z badań bowiem wynika, że konsument nie szuka wędlin wysokiej jakości, ale przede wszystkim kieruje się ceną. Ma być tanio. A to mogłoby spowodować w krótkim czasie bankructwo polskich przedsiębiorców.

Ale są i inne głosy. Branża proponuje, by stworzyć chociaż strefę wyrobów wolną od MOM-u. Na przykład wyodrębnić 20-30 produktów pozbawionych MOM. Chodzi np. o kabanosy, kiełbasę żywiecką, śląską itd.

Konsumencie czytaj etykiety

Co ma zrobić konsument? Ministerstwo radzi, aby czytał etykiety i jeśli chce, wybierał wędliny bez MOM. Tymczasem z danych Polskiej Federacji Producentów Żywności wynika, że robi to zaledwie 30 proc. konsumentów. Tylko połowa z nich potrafi zrozumieć, co czyta. Na dodatek często dzieje się tak, że etykiety to jedno, a prawdziwy skład to drugie. Dlatego według Federacji należy powołać specjalną policję żywieniową, tak jak jest we Włoszech, która zajęłaby się ściganiem przestępstw w obrębie produkcji żywności.