Krakowska prokuratura okręgowa prowadzi śledztwo ws. skandalicznego posta, jaki w niedzielę pojawił się na facebookowym profilu Stowarzyszenia Cracovia to My. Stowarzyszenie opublikowało grafikę ze zdjęciem Adriana Z. - jednego z liderów kiboli Cracovii, który zginął w trakcie próby zatrzymania przez antyterrorystów w piątek - i napisem: "Rzeki spłyną krwią tych, którzy uśmiercili naszych braci". Jak podał rzecznik Prokuratury Okręgowej w Krakowie prok. Janusz Hnatko, śledztwo dotyczy nakłaniania do popełnienia zbrodni oraz innych przestępstw.

REKLAMA

Artykuł 255 Kodeksu karnego, mówiący m.in. o nawoływaniu do zbrodni, mówi także o sankcjach za publiczne pochwalanie przestępstwa. Za nawoływanie do zbrodni grozi kara do 3 lat więzienia, a za pochwalanie przestępstwa - do roku.

Skandaliczny post zniknął już z profilu Stowarzyszenia. O incydencie powiadomiony został administrator portalu.

Post miał być odpowiedzią na śmierć w czasie policyjnej akcji jednego z liderów pseudokibiców Cracovii Adriana Z., pseudonim Zielony.

W piątek miała miejsce seria zatrzymań członków powiązanego ze środowiskiem pseudokibiców gangu, który zajmował się porwaniami dla okupu i wymuszeniami pieniędzy, a swoje ofiary brutalnie okaleczał.

Ostatnio grupa porwała dla okupu mężczyznę: uprowadzony był przez wiele godzin torturowany, bandyci m.in. połamali mu nogi.

Krakowscy kryminalni ustalili podejrzanych i w nocy z czwartku na piątek doszło do pierwszych zatrzymań. W operacji brali udział antyterroryści z Krakowa, Warszawy, Kielc i Rzeszowa.

Podczas próby zatrzymania Adriana Z. - na krakowskim Ruczaju - padły strzały.

Według ustaleń dziennikarzy śledczych RMF FM, antyterrorysta, który zastrzelił bandytę podczas akcji, de facto uratował życie kolegów. Kiedy bowiem antyterroryści weszli do mieszkania "Zielonego", ten rzucił się na nich, a jednemu z nich usiłował wyrwać karabinek i skierować go w stronę funkcjonariuszy. Wówczas antyterrorysta drugą ręką wyciągnął krótki pistolet i strzelił w stronę bandyty. Adrian Z. został trafiony i mimo od razu podjętej reanimacji zmarł.

Gdyby funkcjonariusz nie podjął takiej decyzji, cała sytuacja mogłaby zakończyć się krwawą jatką. Funkcjonariusze mogliby zostać ranni, a nawet stracić życie.

W czasie nocnej operacji i później w piątek w ciągu dnia policjanci zatrzymali w sumie 6 przestępców.

Wszyscy usłyszeli już zarzut uprowadzenia dla okupu ze szczególnym udręczeniem - informował dzień później prok. Janusz Hnatko z Prokuratury Okręgowej w Krakowie.

W sobotę wieczorem krakowski sąd na wniosek prokuratury zastosował wobec wszystkich sześciu podejrzanych trzymiesięczne areszty. Za aresztami przemawiały: zagrożenie surową karą oraz obawa matactwa i ukrywania się ze strony podejrzanych.

(e)