Dwoje kajakarzy płynących rzeką Łyną w Olsztynie nie zachowało szczególnej ostrożności. Zamiast przenieść kajak lądem, popłynęli dalej, po czym spadli z wysokiego progu, zwanego wodospadem Niagara. Tylko dzięki pomocy przechodniów turyści zdołali się wydostać z wody. Nie mieli na sobie kapoków.

REKLAMA

Do zdarzenia doszło około południa przy ulicy Nowowiejskiego na Łynie, która przepływa przez Olsztyn. Latem rzeka stanowi atrakcję, dlatego licznie spływają nią kajakarze. W parku Podzamcze muszą przed betonowym progiem, zwanym potocznie wodospadem Niagara, spłynąć do brzegu rzeki i przenieść kajak lądem aż do miejsca, gdzie bezpiecznie mogą popłynąć dalej.

Dwoje starszych ludzi, płynąc w pojedynczym kajaku, nie zrobiło tego. Popłynęli dalej, po czym spadli z wysokiego progu wodnego. Powypadali z kajaka i nie mogli się wydostać na brzeg, ponieważ woda w tym miejscu tworzy wir. Tylko dzięki przypadkowym przechodniom turyści zdołali wyjść z wody. Nie mieli na sobie kapoków.

Przewodnik kajakowy Milan Rzepkowski wyjaśnił, że "wodospad" jest bardzo niebezpiecznym miejscem, ponieważ został wyprofilowany w nurcie rzeki, by kruszyć krę zimą.

Można sobie tylko wyobrazić, z jaką siłą woda w tym miejscu spada i co się może stać, gdy kajak z ludźmi spadnie z tego betonowego progu. Obraca kajakiem i ludźmi jak w pralce podczas wirowania - mówił.

Przed przeszkodą stoi znak żeglugowy - czerwono-biało-czerwony - informujący, że za nim jest zakaz pływania, dlatego po lewej stronie rzeki są łapacze, czyli drewniane konstrukcje służące do tego, by kajakarz wysiadł na brzeg i przeniósł kajak lądem.

Gdy organizuję jako przewodnik kajakowy spływy, to moim obowiązkiem jest poinstruować uczestników spływu o wszelkich przeszkodach na trasie. Przewodnik płynie także przed kajakarzami jako pierwszy i w czasie spływu instruuje o dalszej trasie. Wypożyczalnie natomiast czasami nie informują o trasie, przekazują jedynie kajak turyście. Kajakarze muszą mieć kapoki w kajaku, ale nie mają obowiązku na wodzie zakładania kapoka - podkreślił.