Bez Artura Boruca trenowali w niedzielne południe w Tychach polscy piłkarze. Podopieczni Leo Beenhakkera przygotowują się do środowego meczu eliminacji mistrzostw świata 2010 ze Słowenią w Mariborze. Długo więc nie pospali, bo do tyskiego hotelu wrócili ze Stadionu Śląskiego już po północy. W sobotę zremisowali tam z Irlandią Północną 1:1.

REKLAMA

Bramkarz Celticu Glasgow pojawił się wprawdzie na krótko na boisku, ale później pojechał na badanie USG naciągniętego mięśnia nogi.

Podczas niedzielnego treningu Leo Beenhakker podzielił kadrowiczów na dwie grupy. Ci, którzy w meczu z Irlandią Północną wyszli w pierwszym składzie, mieli praktycznie rozruch. Zdecydowanie bardziej intensywnie trenowali pozostali. Poganiani ostro przez selekcjonera rozegrali m.in. szybki mecz na małej przestrzeni. Holender krzyczał, dopingował, oklaskiwał dobre zagrania i łapał się za głowę przy błędach. Porca miseria - miał skwitować jedną ze szczególnie nieudanych akcji. Ogólnie jednak atmosfera godzinnych zajęć była luźna.

Treningowi kadrowiczów przyglądali się kibice i piłkarze Górnika Zabrze, którzy w tym samym hotelu zamieszkali przed swoim niedzielnym meczem ligowym. Zawodnicy rozdali sporo autografów, chętnie pozowali do zdjęć. Ponieważ zabrakło Boruca, w rolę trzeciego bramkarza, broniącego rzuty wolne Michała Żewłakowa i Dariusza Dudki, wcielił się Mariusz Lewandowski. I zaprezentował całkiem wysokie umiejętności.

Nie jest proste przespać się po takim meczu jak sobotni. Ale... życie jest nieprzewidywalne. Wyciągamy wnioski z każdego spotkania. I teraz jedziemy do Mariboru po zwycięstwo. Jednak w walce o awans do finałów MŚ nie wszystko od nas zależy. Liczą się także wyniki grupowych rywali. Z Irlandczykami słabo zagraliśmy w pierwszej połowie. Spotkanie ze Słowenią musi być inne - przyznał Lewandowski.

Kadrowicze do Mariboru odlecą czarterowym samolotem w poniedziałek przed południem z Pyrzowic. Po południu mają w planie trening na boisku w pobliżu hotelu.