Znalazłeś przy drzwiach wejściowych do domu lub mieszkania zapałki? Uważaj, bo mogą obserwować cię potencjalni włamywacze. To jedna z porad od Marka Ksieniewicza, byłego włamywacza i założyciela fundacji „Wybieram Wolność”, który przez włamania w więzieniach spędził w sumie 15 lat, a teraz uczy innych, jak zabezpieczyć się przed kradzieżą.

REKLAMA

Porada 1: Zwracaj uwagę na zapałki przy drzwiach

Jeżeli wyjeżdżamy na weekend, przygotujmy czujnik światła tak, żeby światło zapalało się przynajmniej dwa razy wieczorem. Jeżeli możemy, ustawmy telewizor w taki sposób, aby włączał się sam chociaż na pół godziny i potem żeby sam się wyłączał. Jeżeli mieszkamy na trzecim piętrze, nikt nie będzie się wdrapywał i sprawdzał, czy jesteśmy w domu czy nie. Będzie raczej obserwował okno - przekonuje Marek Ksieniewicz. Poza obserwacją, złodziej może kłaść zapałki na drzwiach wejściowych do naszego domu. Na drugi dzień wróci, zobaczy, czy zapałka leży na framudze. My nawet na to nie zwrócimy uwagi. Tymczasem złodziej wie ewidentnie, czy ktoś wtedy był w domu czy nie. Zapałka leży? Pewnie nikogo tu nie było przez 24 godziny. Wtedy jest pewny, że nikogo nie ma, a zapalone światło to tylko kit - dodaje.

Porada 2: Poprośmy o pomoc sąsiada

W jaki sposób złodzieje typują mieszkanie, które będzie ich celem? Patrzę na to, co najłatwiejsze. Widzę coś, co ktoś przeoczył, czyli na przykład niedomknięte okno. Gdy wchodziłem na balkon lub taras, a popularne były okna plastikowe, i przydusiłem nogą dół drzwi, to drzwi odskakiwały - podkreśla Marek Ksieniewicz. Najlepszym stróżem naszego domu, gdy wyjeżdżamy, jest nasz sąsiad, o ile mamy fajnego sąsiada. Chyba że nasz sąsiad jest złodziejem, ale prawdopodobieństwo że będzie kradł na własnym terenie jest niskie - dodaje.

Jeżeli wyjeżdżamy na kilka dni, na tydzień, poprośmy sąsiada albo inną zaprzyjaźnioną osobę o to, żeby wyjęła listy z naszej skrzynki. Albo gazety z pojemnika na prasę. Jeśli taka korespondencja będzie leżeć, będzie mocno kusić złodzieja. On łatwo na to zwróci uwagę, bo na klatkę schodową najłatwiej jest wejść, choćby pod pretekstem dostawy pizzy czy wizyty kuriera - zaznacza Marek Ksieniewicz.

Porada 3: Zwracaj uwagę na nieznane osoby i... niezapowiadane ekipy remontowe

Zawodowy włamywacz zwraca też uwagę, żebyśmy byli czujni, gdy zauważymy w okolicy naszego domu lub mieszkania niespodziewany remont klatki schodowej albo sąsiedniej posesji. Włamywacze ustawiają specjalny namiot, niby coś remontują. Żyjemy w czasach, gdy wszyscy jesteśmy incognito. Każdy, kto przechodzi pomyśli, że rozpoczął się kolejny remont. Tymczasem mężczyźni ubrani w uniformy, nierzadko z logo firmy, mogą wejść do mieszkania, i wcale nie muszą się spieszyć, zwłaszcza jeśli mają zrobiony dobry wywiad i wiedzą że lokatorzy są w pracy i nie wrócą w ciągu godziny - podkreśla Marek Ksieniewicz.

Do większości włamań dochodzi w środku dnia, a nie w nocy, jak często może się wydawać. Bardzo często pogoda sprzyja włamaniom, na przykład burza. Nikt nie będzie analizował, czy w okolicy coś nie strzeliło. Każdy pomyśli, że to piorun albo coś podobnego - dodaje były włamywacz.

Nasz gość podkreśla, że włamywacze działają zarówno samodzielnie, jak i w grupie. Znałem ludzi, z którymi siedziałem w więzieniu, którzy działali samodzielnie. Jeździli rowerem po osiedlach albo uprawiali jogging. I w ten sposób sprawdzali, co dzieje się w mieszkaniach. Myślę, że do 60 procent włamań dochodzi w efekcie naszych niedopatrzeń - dodaje był włamywacz.