Nauczyciele wciąż czekają na obiecane przez premiera Millera podwyżki i... liczą. Może się bowiem okazać, że do kieszeni pedagogów trafi „tyle, co kot napłakał”, bo od sum ogłaszanych publicznie przez rządzących trzeba odliczyć szereg podatków i innych opłat.

REKLAMA

Kwoty, które były pokazywane w mediach wielkimi cyframi, niestety, nie są kwotami realnymi - skarżą się nauczyciele. Związkowcy jednak uspokajają: Nauczyciel dypolomowany powinien otrzymać ok. 250 zł na rękę, nauczyciel mianowany 80-95 zł, nauczyciel kontraktowy ok. 27 zł.

Nadal nie ma jednak odpowiedzi na pytanie kiedy pieniądze trafią do nauczycieli? Wiceminister edukacji, Hanna Kuzińska, twierdzi, że odpowiednie urzędowe procedury zostały uruchomione, a wojewodowie już wysłali do Ministerstwa Finansów odpowiednie wnioski: To co zrobił MEN, to co zrobiło Ministerstwo Finansów, to jest wszystko, co mogliśmy zrobić.

Chyba jednak nie wszystko. Teraz ruch należy właśnie do Ministerstwa Finansów. Potrzebna jest decyzja o wypłaceniu pieniędzy z budżetu i przesłaniu ich najpierw do wojewodów, potem do gmin i szkół. Dlaczego taka decyzja jeszcze nie zapadła - nie wiadomo.

Wyglada na to, że jeżeli samorządy nie wyłożą pieniędzy z własnej kasy, to nauczyciele będą musieli jeszcze poczekać na podwyżki. Być może nawet do listopada.

19:00