Tylko 300 szkół zgłosiło się do konkursu „Szkoła bez korepetycji”. Program nie wypalił i uczniowie wybierający się na studia zapewne nadal będą płacić nauczycielom akademickim za dodatkowe lekcje.

REKLAMA

Za godzinę korepetycji przygotowujących do egzaminów wstępnych nauczyciele akademiccy życzą sobie od 50 do 200 złotych. Osoby wybierające się na studia muszą więc przygotować spore fundusze. Dotyczy to głównie najbardziej obleganych kierunków.

Wiadomo, że na takie kierunki jak prawo, medycyna czy psychologia ciężko jest się dostać bez żadnego przygotowania – tłumaczy jedna ze studentek, której w uzyskaniu indeksu pomogły właśnie korepetycje u wykładowcy akademickiego.

Większość osób decydujących się na taki wydatek dostaje się na studia. To sprawia, że popularność takich lekcji nie maleje. Na uczelnianej giełdzie informacji krążą nazwiska „najskuteczniejszych”, a zarazem najlepiej zarabiających nauczycieli.

Kontrowersje wzbudza np. przykład z Łodzi. W jednym z liceów uczniowie po lekcjach spotykają się w szkole ze swoimi nauczycielami, którzy - za opłatą - przygotowują ich do nowej matury. Jedną z łódzkich szkół odwiedził reporter RMF Marcin Wąsiewicz:

Tę sytuację chcieli zmienić urzędnicy, ale poszli złą drogą. Dzięki akcji „Szkoła bez korepetycji” nauczyciele mieli lepiej wykorzystywać każdą z 45 minut lekcji. Według pedagogów problem leży gdzie indziej. Wszyscy wiedzą, że wystarczy dać więcej pieniędzy i zwiększyć liczbę zajęć z konkretnych przedmiotów – uważa Bogdan Wagner, dyrektor jednego z lubelskich liceów. Ale takich dodatkowych pieniędzy nie będzie.