"Ponad 20 tys. osób zgłosiło się do udziału w pierwszej sesji 'dialogu społecznego' pomiędzy władzami a mieszkańcami Hongkongu" – poinformowała we wtorek szefowa administracji regionu Carrie Lam. Spośród zgłoszeń wylosowanych zostanie 150 uczestników.

REKLAMA

Pierwsze takie spotkanie Lam i jej urzędników z mieszkańcami odbędzie się w czwartek na Stadionie Królowej Elżbiety w dzielnicy Wan Chai na wyspie Hongkong. Bezpośredni dialog ze społeczeństwem to jeden z zapowiedzianych przez Lam kroków na rzecz zmniejszenia niezadowolenia wśród mieszkańców miasta.

W rozmowie z dziennikarzami Lam zapewniła, że w czasie dwugodzinnej sesji członkowie wszystkich grup społecznych będą mogli bez skrępowania przedstawić swoje opinie. Wyraziła przy tym nadzieję, że spotkanie przebiegnie spokojnie, a dyskusje będą racjonalne.

Władze ogłosiły wcześniej, że na miejsce spotkania nie będzie można wnosić przedmiotów, takich jak parasolki, kaski i maski przeciwgazowe, które stały się symbolami prodemokratycznych protestów, trwających w mieście od prawie czterech miesięcy.

Według Lam "godne odnotowania" jest, że protesty nie spowodowały żadnych ofiar śmiertelnych. Szefowa władz po raz kolejny wyraziła również poparcie dla hongkońskiej policji, którą krytycy oskarżają o używanie wobec protestujących nadmiernej siły.

Kolejne starcia na ulicach

W weekend na ulicach miasta znów doszło do brutalnych starć pomiędzy policjantami a radykalnymi grupami demonstrantów. Funkcjonariusze użyli gazu łzawiącego, a protestujący rzucali koktajle Mołotowa i zdewastowali stację metra.
Kontrowersje wywołało opublikowane w sieci nagranie, które według krytyków policji przedstawia funkcjonariuszy kopiących zatrzymaną przez nich, leżącą na ziemi osobę w żółtym ubraniu. Mógł to być członek grupy Chrońmy Nasze Dzieci, która w czasie starć usiłuje rozdzielać protestujących od policjantów.

Policja twierdzi natomiast, że zła jakość nagrania nie pozwala stwierdzić, czy kopali oni osobę, czy też "żółty przedmiot", np. torbę albo kamizelkę.

Trwające w Hongkongu protesty zaczęły się od sprzeciwu wobec zgłoszonego przez władze Hongkongu projektu zmian prawa, który miał m.in. umożliwić ekstradycję podejrzanych do Chin kontynentalnych. U podstaw tego sprzeciwu leży brak zaufania do chińskiego wymiaru sprawiedliwości oraz poczucie, że rząd centralny stopniowo ogranicza autonomię Hongkongu.

Władze Hongkongu obiecały niedawno, że wycofają kontrowersyjny projekt, ale nie przychyliły się do pozostałych postulatów protestujących, w tym powołania niezależnej komisji do zbadania działań rządu i rzekomych przypadków nadużywania siły przez policję, uwolnienia wszystkich zatrzymanych demonstrantów i demokratycznych wyborów władz regionu.