Fiaskiem zakończyły się rozmowy liderów opozycji z prezydentem Eduardem Szewarnadze w sprawie rozwiązanie powyborczego patu w Gruzji. Opozycja oskarża władze o sfałszowanie wyborów, od tygodnia w Gruzji trwają masowe protesty, kilkukrotnie doszło do starć.

REKLAMA

Dwugodzinne rozmowy z prezydentem Szewardnadze, jeden z liderów opozycji Michaił Saakaszwili określił krótko - strata czasu. Niestety, wszelkie nasze wysiłki, by osiągnąć kompromis na drodze negocjacji napotykały na mur oporu ze strony prezydenta, który powtarzał jedynie, że nie chce niczego zmieniać, że nie chce podejmować żadnych decyzji - twierdzi.

Saakaszwili ostrzegł, że upór prezydenta może doprowadzić nawet do powstania w kraju. Już nawet gruziński minister obrony przestrzega, że kryzys zaczyna wymykać się spod kontroli. Szewardnadze tłumaczy, że nie może spełnić żądań opozycji. Żądają ode mnie unieważnienia wyników wyborów. A moim zdaniem nie ma ku temu żadnych podstaw. Musiałyby być dowody na piśmie, że głosowanie zostało sfałszowane. Inaczej nic nie mogę zrobić - twierdzi prezydent.

Opozycja chce, by Szewardnadze podał się do dymisji i zapowiada na dziś dalsze protesty. Z kolei Szewardnadze opuszcza Tbilisi i jedzie na spotkanie z dosyć niezwykłym sojusznikiem - liderem opozycji, który wezwał do zdecydowanych kroków przeciwko demonstrującym. Chodzi o szefa ruchu Odrodzenie z Adżari, Asłana Abaszydze. Jego partia zajmuje, według wciąż jeszcze częściowych wyników wyborów parlamentarnych, drugie miejsce, po prorządowej partii Za Nową Gruzję.

12:05