Grupa górników, którzy po zakończeniu prac w kopalni w Sosnowcu nie wyjechała na górę, wyszła już na powierzchnię. Zdecydowali się na to po rozmowach z zarządem Katowickiego Holdingu Węglowego (KWH).

REKLAMA

Prawdopodobnie wkrótce dojdzie do porozumienia między załogą kopalni Kazimierz-Juliusz w Sosnowcu i KHW, który jest właścicielem kopalni. Jeszcze dziś odbędą się kolejne rozmowy.

52-osobowa grupa górników w nocy, po zakończeniu pracy nie wyjechała na powierzchnię, solidaryzując się z grupą kolegów, którym nie przedłużono umów o pracę, zawartych wcześniej na czas określony. Górnicy wyjechali na powierzchnię dopiero po czwartkowych porannych rozmowach z zarządem KHW - poinformował przewodniczący kopalnianej "S" Grzegorz Sułkowski.

Od kilku dni w sosnowieckiej kopalni wrze. W ostatnich dwóch miesiącach załoga dostawała pensje z opóźnieniem, w dwóch transzach. Teraz nie chce się już na to godzić. Termin wypłaty wynagrodzeń przypada w czwartek, jeszcze w środę zarząd kopalni zapewnił, że wynagrodzenia trafią w całości na konta najpóźniej w piątek.

Dostaliśmy już pensje w całości - część załogi dzisiaj, część wczoraj. W tej sytuacji i wobec porannych rozmów oraz perspektywy zawarcia porozumienia z zarządem KHW koledzy wyjechali na powierzchnię. Wierzymy, że uda się podpisać porozumienie - powiedział Sułkowski.

Również rzecznik KHW Wojciech Jaros ocenił w czwartek, że porozumienie z załogą Kazimierza Juliusza jest "realne". Podczas porannego spotkania doszło do zbliżenia stanowisk, kolejne spotkanie odbędzie się w kopalni w ciągu dnia - poinformował.

Kopalnia Kazimierz-Juliusz ma zostać zlikwidowana, ponieważ kończy się w niej węgiel. Naczelny inżynier kopalni Jacek Matuszczyk polecił już przygotowanie planu likwidacji zakładu, ale jego daty wciąż nie określono.

Związkowcy nie sprzeciwiają się likwidacji zakładu, ich zdaniem jednak należy najpierw wydobyć cały węgiel dostępny bez konieczności dodatkowych inwestycji, co ma trwać 2-3 lata. Kreślony przez związkowców termin zakończenia wydobycia Matuszczyk uważa za nierealny. Przyczyniły się do tego kłopoty, jakie w ostatnich miesiącach miała kopalnia - gwałtowny dopływ wody do pól eksploatacyjnych, powstałe na powierzchni zapadlisko oraz bardzo silny wstrząs, który - choć nie spowodował znaczących strat - to wskazał, że rejon jest bardzo aktywny sejsmicznie.

W związku z tymi zdarzeniami możliwości wydobycia skurczyły się i zamknięcie kopalni nastąpi zapewne szybciej - za rok - półtora roku - powiedział Matuszczyk. W efekcie tych zdarzeń pogorszyła się też kondycja finansowa zakładu - inż. Matuszczyk nie zaprzeczył informacjom o obecnych miesięcznych stratach rzędu 3 mln zł. Wyraził nadzieję, że kopalnia "zbilansuje się w najbliższych miesiącach".

Zakład zatrudnia obecnie 1023 pracowników - 751 na dole, 272 na powierzchni. Matuszczyk poinformował, że do końca roku pracę w innych kopalniach Katowickiego Holdingu Węglowego znajdzie 60 pracowników dołowych, a ok. 40 kolejnych odejdzie na emerytury.

(jad)