W Niemczech rozpoczęto dyskusję - dyskusję, która mnie niepokoi - martwi się prezydent Niemiec Johanes Rau. Ta publiczna debata jest owocna i cieszę się, że do niej doszło - odpowiada mu Erika Steinbach, szefowa Związku Wypędzonych.

REKLAMA

Takie przeciwstawne opinie można było usłyszeć podczas dorocznych uroczystości Dnia Stron Ojczystych, które odbywają się w Berlinie. Głównym tematem dyskusji jest idea budowy Centrum przeciwko Wypędzeniom.

Rząd, obecnie jak i wcześnie, został zaproszony do realizacji naszego projektu. Przyjmę taką pomoc z otwartymi rękami. Jeżeli rząd nie będzie chciał nam pomóc, będzie to jego suwerenna decyzja, ale wtedy naszą pracę będziemy intensywnie wykonywać - zapowiada Steinbach.

Prezydent Niemiec, podczas swojego przemówienia starał się przekonać, że to nie budynek Centrum przeciwko Wypędzeniom powinien być głównym celem, ale dialog. Bo my w Europie chcemy żyć w pokoju - powiedział Rau.

Projekt budowy w Berlinie Centrum przeciwko Wypędzeniom forsuje fundacja, założona przez Steinbach oraz polityka SPD Petera Glotza. Inicjatorzy projektu dążą do upamiętnienia cierpień milionów Niemców, którzy w wyniku II wojny światowej uciekli lub zostali przymusowo wysiedleni z terenu Europy Środkowej i 

Wschodniej.

Kanclerz Schröder, minister spraw zagranicznych Joschka Fischer oraz liczne środowiska polskie, czeskie i niemieckie obawiają się, że kierowana przez ziomkostwa placówka może akcentować cierpienia Niemców, pomijając historyczny kontekst oraz krzywdy, wyrządzone przez nazistów innym narodom.

"Frankfurter Allgemeine Zeitung" zauważa, że Centrum przeciwko Wypędzeniom "znajduje się dziś na porządku dnia", zaś droga do powstania takiego miejsca pamięci o wypędzonych jest już "utorowana". Sprawą sporną pozostaje jedynie siedziba takiej placówki.

Niemiecki dziennikarz ubolewa nad tym, że to właśnie Władysław Bartoszewski - który w 1995 r. jako ówczesny szef dyplomacji wyznaczył "pojednawczy kierunek" - odrzuca obecnie Berlin jako "symbol wszelkiego zła".

16:20