Do Polski nie trafiły ze krowy zarażone wąglikiem - potwierdził informacje ze Słowacji polski Główny Lekarz Weterynarii. W rzeźni w Starym Sączu są zwierzęta ze stad, w których nie stwierdzono choroby. Janusz Związek podkreślił, że objawy zakażenia bakterią pojawiają się bardzo szybko - w ciągu 3-4 dni. Krowy, które trafiły do naszego kraju, nie mają żadnych symptomów.

REKLAMA

Jak wyjaśnił Główny Lekarz Weterynarii, wszystkie krowy, znajdujące się w rzeźni w Starym Sączu, zostaną dzisiaj zabite pod wzmocnionym nadzorem weterynaryjnym. Dodał, że już po zajęciu przez polskie służby weterynaryjne stada sprowadzonego ze Słowacji, nadjechał kolejny transport bydła, zakupionego przez właściciela. Zwierzęta dołączono do pozostałych i ich liczba w sumie wyniosła 99 sztuk.

Bakterie zostały wypłukane ze starego grzebowiska?

Według Janusza Związka, wszystko wskazuje na to, że źródłem choroby na Słowacji były przetrwalniki bakterii wąglika wypłukane przez deszcze ze starego grzebowiska - miejsca, gdzie zakopano kiedyś zwłoki chorych na wąglika zwierząt. Główny Lekarz Weterynarii przypomniał też, że już przed dwoma laty Słowacy mieli w tej okolicy do czynienia z wąglikiem u zwierząt. Ustalono wtedy, że źródłem zakażenia było właśnie stare grzebowisko, zlokalizowane na zboczu, na którym pasły się krowy.

Związek zaznaczył, że wąglik jest chorobą występującą miejscowo, powoduje ją bakteria, a nie wirus i w związku z tym nie ma groźby rozprzestrzenienia się na większym obszarze.

Wąglik to choroba, która występuje u bydła, koni i owiec. Ze zwierząt może jednak przenieść się na człowieka. Zakażenie u człowieka występuje zwykle przez spożycie mięsa padłych zwierząt. Choroba jest często śmiertelna.