Południowa obwodnica Warszawy, a dokładnie jej 11-kilometrowy odcinek od węzła Konotopa do węzła Lotnisko będzie opóźniony co najmniej o 5 miesięcy. To oficjalny zapis, bo inżynier kontraktu zgodził się na jego wydłużenie o 138 dni, czyli prawie do końca stycznia. Tymczasem trasa miała być przejezdna na Euro, w całości oddana w sierpniu. Generalna Dyrekcja Dróg i Autostrad twierdzi, że wykonawca pracuje za wolno, ale część winy ponosi sam urząd.

REKLAMA

Już po rozpoczęciu budowy wykonawca wciąż nie dysponował wszystkimi działkami, bo GDDKiA ich nie przekazała. Wykonawca twierdzi, że nawet sam projekt trasy drogowa dyrekcja przekazała z opóźnieniem, nie można więc nawet zacząć samej budowy w terminie. Urząd z kolei twierdzi, że to wykonawca nie spieszył się z budową, a na placu pracowało za mało ludzi i sprzętu. W efekcie do tej pory wykonano zaledwie połowę prac i uzyskanie choćby przejezdności przed końcem roku jest mocno wątpliwe.

Dzisiaj na placu budowy w pobliżu węzła Konotopa reporter RMF FM Paweł Świąder widział jedynie kontrolę nadzoru, ale wykonawca tłumaczy, że prace trwają głównie przy wiaduktach i nasypach, a liczba sprzętu i ludzi jest wystarczająca. Wykonawca twierdzi też, że stara się tak nadgonić prace, aby nie wykorzystywać całego dodatkowego terminu wyznaczonego przez inżyniera kontraktu. Nowy termin upływa pod koniec stycznia przyszłego roku. I na razie niewiele wskazuje na to, by kierowcy mogli przed tym dniem skorzystać z trasy.

Sprawę dodatkowo komplikuje fakt głośnego ostatnio sporu trwającego między GDDKiA a wykonawcą w sprawie wykonania nasypów na tej trasie. Generalna Dyrekcja twierdzi, że znalazły się tam materiały niezgodne ze specyfikacją, wykonawca odpowiada, że wszystko jest zgodne z prawem i sztuką budowlaną.

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla video