W Polsce gwałtownie rośnie liczba dzieci wymagających leczenia psychiatrycznego. Łódzkie poradnie zdrowia psychicznego mają pod opieką już ponad 10 tysięcy nieletnich pacjentów, najmłodszy ma rok i siedem miesięcy - alarmuje "Dziennik Łódzki".

REKLAMA

Dziewięcioletni Janek dostawał napadów szału. Gniótł szklanki w dłoniach, a krwawiącymi palcami malował ściany. Matka tłumaczyła sobie jego zachowanie przemęczeniem w szkole. Zaczęła go wyręczać w wypełnianiu obowiązków. To tylko pogorszyło stan chłopca.

Syn wyłączył się kompletnie i próbował targnąć na życie. Dopiero lekarze uświadomili mi, że zaczęło u niego narastać poczucie frustracji, ponieważ pozbawiłam go satysfakcji z samodzielnego pokonywania trudności - przyznaje pani Anna. Chłopca udało się wyprowadzić na prostą. Przyjmuje leki, chodzi do normalnej szkoły, opiekuje się nim psycholog - czytamy w gazecie.

Janek jest jednym z kilkudziesięciu tysięcy małych pacjentów leczonych psychiatrycznie. W Polsce gwałtownie rośnie liczba dzieci poniżej 14 lat, wymagających tego typu leczenia. Łódzkie poradnie zdrowia psychicznego mają pod opieką ponad 10 tysięcy nieletnich.

Na oddział psychiatrii dziecięcej w łódzkim szpitalu im. Babińskiego trafia rocznie ponad 300 małych pacjentów z całego województwa. Niedawno na oddziale zabrakło miejsc, trzeba było dostawiać łóżka. Najczęstsze przypadki leczone w tym szpitalu, to schizofreniczne urojenia i stany lękowe, okaleczenia i powtarzające się próby samobójcze. U niektórych nasila się patologiczny lęk przed szkołą, inne cierpią na depresję oraz zaburzenia powstałe w wyniku molestowania seksualnego - wylicza "Dziennik Łódzki".

Z ostatnich badań wynika, że przypadków zaburzeń psychicznych u dzieci jest znacznie więcej niż wynika to ze statystyk; rodzice lekceważą lub źle odczytują pierwsze objawy.