Generał Waldemar Skrzypczak odchodzi z armii. Jego dymisja jest już w ministerstwie obrony - dowiedziała sie reporterka RMF FM Agnieszka Witkowicz. Rezygnację przesądziła "różnica w interpretacji" środowej rozmowy z ministrem obrony Bogdanem Klichem. Chodzi o wypowiedź ministra po spotkaniu z prezydentem, że Skrzypczak podczas tej rozmowy z nim "uznał swój błąd".

REKLAMA

Uznał, że nie powinien był w takich okolicznościach, w takiej formie i w taki sposób wypowiadać tego, co wypowiedział -powiedział Bogdan Klich, odnosząc się do krytycznych słów szefa wojsk lądowych o sytuacji w armii.

Ministrowi powiedziałem, że przyznaję się do błędu, ale tylko w sensie miejsca i czasu, okoliczności mojej wypowiedzi. A minister mówi, że przyznałem się do błędu. On rozegrał swoją kartę, politycy się dogadali. A jak ja miałbym spojrzeć żołnierzom w oczy? Ja zdania nie zmieniłem, to co powiedziałem jest prawdą. Jako żołnierz nie mam wyjścia, odchodzę, temat zamykam - powiedział natomiast generał. Ocenił jako "wielkie nadużycie" słowa Klicha.

Wygląda na to, że konflikt przebiega właśnie na linii wojskowy-cywil, albo nawet wojskowy-polityk. Minister Klich deklaruje zdumienie zachowaniem generała, a sam Skrzypczak tak komentuje sprawę: Politycy się dogadają, a generała poświęcą. Dowódca, szczególnie ten, który był na wojnie, traktuje swoich żołnierzy jak matka dzieci. Cywil tego nie rozumie – tłumaczył reporterce RMF FM Agnieszce Witkowicz, generał Stanisław Koziej: Uważam, że świadomie zaryzykował. Świadomie poświęcił się dla swoich żołnierzy.

W grę wchodzą więc żołnierski honor i polityczna próba załagodzenia konfliktu. Szkoda tylko, że w tej rozgrywce zapomniano o merytorycznej stronie całego sporu. Poszło o braki w uzbrojeniu żołnierzy w Afganistanie. Co zrobiono w tej sprawie? Rząd przyjął pełen deklaracji pakiet afgański. No ale to na razie tylko papier, a nie helikopter.