Rodziny ofiar tragedii z Kamienia Pomorskiego chcą dożywocia dla sprawcy wypadku. Mateusz S. usłyszał zarzut spowodowania katastrofy w ruchu lądowym. Grozi mu do 15 lat więzienia. Przed Sądem Okręgowym w Szczecinie zakończył się proces pijanego kierowcy, który w Nowy Rok zabił 6 osób i ciężko ranił dwoje dzieci.

REKLAMA
Zobacz również:

O zmianie zarzutów - ze spowodowania katastrofy w ruchu lądowym na zabójstwo - od początku dzisiejszej rozprawy mówił prawnik rodziny zabitego policjanta, która w procesie występuje w charakterze oskarżyciela posiłkowego. Biegli mówili o skręcie w prawo, który był decyzją oskarżonego. To on zdecydował, żeby skręcić na chodnik. Nie zdecydowała o tym ani pogoda, ani stan techniczny samochodu - argumentował mec. Zbigniew Bogucki. Domagał się, aby rozprawę zacząć od początku, w poszerzonym składzie sędziowskim. Jest on wymagany w przypadku rozpatrywania spraw o morderstwo. Chciał też, aby sąd przesłuchał osobiście wszystkich świadków, także tych, których zeznania wpierw uznano za niewiele wnoszące do sprawy. Przed sądem miałby się stawić również świadek, który przebywa w Norwegii i nie wiadomo, kiedy wróci do Polski. To przedłużyłoby proces o wiele miesięcy.

Ostatecznie sędzia Artur Karnacewicz oddalił wnioski oskarżycieli posiłkowych. Nie zgodził się również, aby powołać grupę biegłych toksykologów i psychiatrów, którzy mogliby stwierdzić, jaki wpływ na zachowanie Mateusza S. miały alkohol i narkotyki. Oskarżony w momencie wypadku miał ponad 2 promile alkoholu, wcześniej zażył amfetaminę i marihuanę. Biegli określili, że był w stanie po użyciu, oznacza to, że stężenie narkotyków w jego organizmie nie było wysokie.

Oskarżony słyszał o wypadkach spowodowanych po alkoholu. Co tydzień mówią o nich mediach. Polska jest rajem dla pijanych kierowców, mamy społeczne przyzwolenia na jeżdżenie. Wypadek z Kamienia Pomorskiego urzeczywistnił ten horror - stwierdziła w mowie końcowej prokurator Bożena Krzyżanowska. Podkreśliła, że Adrianna B., dziewczyna oskarżonego, która poprosiła o odwiezienie do domu, nie może odpowiadać przed sądem. Adrianna nie wyczerpała znamion przestępstwa. Sprawcą jest tylko i wyłącznie Mateusz S. To, że poprosiła o odwiezienie do domu, mogłoby być co najwyżej podżeganiem do prowadzenia po pijanemu. Trudno mówić o podżeganiu do katastrofy - podsumowała prokurator.

Do wypadku doszło w Nowy Rok. Samochód, którym kierował Mateusz S. wypadł z drogi i wjechał w grupę ludzi. Zginęło pięć dorosłych osób i jedno dziecko. Dwoje kolejnych dzieci trafiło do szpitala. Chłopiec, który w wypadku stracił rodziców, był w stanie ciężkim i wymagał opieki na oddziale intensywnej terapii, stan zdrowia dziewczynki był lepszy. Dzieci opuściły szpital na przełomie stycznia i lutego.