​To co miało rosnąć w budżecie, rośnie, a to co miało spadać, spada - mówił w debacie budżetowej Janusz Szewczak (PiS). Z kolei Ryszard Petru przekonywał, że podejście obecnego rządu do kwestii finansowych cechuje "rozrzutność, krótkowzroczność, nonszalancja".

REKLAMA

Petru wystąpił w debacie jako przedstawiciel Koła Liberalno-Społeczni. Przekonywał, że w czasach obecnego rządu dług publiczny wzrósł o 115 miliardów zł.

Obecny rząd nie obniżył też, wbrew zapowiedziom, stawki VAT 23 proc., poniesionej przez PO, za to podwyższona została "cała seria podatków".

Przekonywał, że rejestrowane obecnie wysokie tempo wzrostu gospodarczego to powinien być czas, który należałoby przeznaczyć na wzrost wynagrodzeń nauczycieli, policjantów, pielęgniarek, tymczasem tego nie zrobiono.

Ostatnie lata, zdaniem Petru, to także czas zmarnowanych w gospodarce szans. To także czas braku nadzoru nad spółkami, czego dowodzi m.in. afera GetBack.

Petru zwracał uwagę, że w przyszłym roku wzrost gospodarczy będzie dużo wolniejszy. Pytanie jest takie, kto będzie płacił za te wszystkie obietnice - zaznaczył. Ani rozrzutność, ani krótkowzroczność, ani nonszalancja nie postawią Polski na tory szybszego rozwoju - dodał.

Występujący w debacie w ramach klubowego czasu PiS wiceszef komisji finansów Janusz Szewczak przywoływał z kolei słowa byłego premiera Donalda Tuska, który - jak mówił Szewczak - kiedyś pytał, "gdzie zakopane są pieniądze, które moglibyśmy rozdać Polakom".

Znaleźliśmy te zakopane pieniądze w złodziejskich dziuplach VAT-owskich, w różnych karuzelach i dziś budżet może przeznaczyć te prawie 70 mld zł na cele rodzinne i socjalne - mówił Szewczak.

Przypominał, że w ostatnich latach rządów PO dochody budżetu spadły o 1,2 proc., mimo wzrostu gospodarczego, tymczasem podczas trzech lat rządów PiS dochody podatkowe wzrosły o 30 proc. Z kolei dochody do Funduszu Ubezpieczeń Społecznych są o ponad 10 mld zł wyższe już po wrześniu 2018 roku, a na koniec roku będą jeszcze wyższe. Dawno tak nie było - podkreślał Szewczak.

Przypominał, że podczas ubiegłorocznej debaty budżetowej przedstawiciele opozycji "zapowiadali Armageddon". Tymczasem, przypominał Szewczak, wykonanie deficytu, zaplanowanego na 2018 rok na 41 mld zł będzie mniejsze o ok. 60 proc. i deficyt może sięgnąć tylko 25 mld zł. Z kolei wzrost PKB będzie znacznie wyższy od zaplanowanych 3,8 proc., w okolicach 5 proc.

Z kolei dochody z VAT po sierpniu są wyższe o 5 mld zł i w całym roku będą rekordowe. Także dochody z podatków PIT i CIT są wyższe o kilkanaście procent. Te wszystkie dane pokazują, dodał, że oczywiście można krytykować budżet, ale trzeba to robić "z rozumem i minimum przyzwoitości".

Robimy swoje, idziemy do przodu i o takich budżetach jak budżety za lata 2016, 2017 i 2018 rządy PO i PSL mogły tylko pomarzyć - mówił wiceszef komisji finansów. To co miało rosnąć w tym budżecie, rośnie, choć chcielibyśmy, żeby rosło szybciej, a to co miało spadać, spada - dodał.

(az)