ABW łata dziury kadrowe po tym, gdy do innych służb uciekło z niej tysiąc funkcjonariuszy - pisze "Rzeczpospolita". Jedna szósta pracowników ABW odeszła w ciągu dwóch ostatnich lat. Głównie do trzech nowych i lepiej opłacanych służb: CBA, Agencji Wywiadu i Służby Kontrwywiadu Wojskowego.

REKLAMA

Funkcjonariusze ABW szli do CBA po pieniądze i awans, bo nowa służba miała do obsadzenia wiele kierowniczych stanowisk i najwyższe pensje wśród służb. W SKW czy AW ściągano ludzi głównie z umiejętnościami lingwistycznymi, znajomością co najmniej dwóch języków obcych.

Dlatego ABW intensywnie szuka nowych pracowników. Są wakaty m.in. na stanowiskach inżyniera dźwięku i telekomunikacji, eksperta pisma ręcznego, matematyka po kursie kryptografii, filologa, np. języka węgierskiego czy białoruskiego. Uzupełniająca braki kadrowe służba obniżyła wymagania. Nie stawia dolnych progów wiekowych, szuka osób także z wykształceniem średnim i deklaruje, że dofinansuje zaoczne studia, jeśli kierunek będzie przydatny w pracy.

Kusi też przywilejami: specjalistycznym programem ochrony zdrowia, dodatkowymi urlopami: wypoczynkowym według stażu i na naukę, od 14 do 21 dni. Do tego funkcjonariusz, który przepracował co najmniej trzy lata w służbie, może liczyć na dopłaty do wynajmowanego mieszkania albo bezzwrotną zapomogę na zakup mieszkania.

Kandydatów do pracy w ABW nie dyskwalifikuje nawet nieuregulowany stosunek do służby wojskowej czy kategoria D, a więc niezdolny do służby wojskowej - podaje "Rz".