Dopiero za 50 lat - przy obecnym tempie prac - możemy liczyć na efekty walki ze smogiem i czyste powietrze - alarmują specjaliści. Swoje dane i raport dotyczący Małopolski przedstawił Krakowski Alarm Smogowy.

REKLAMA

Specjaliści porównali obecne tempo wymiany starych kotłów z ich liczbą w Małopolsce. Problem w tym, że już za cztery lata w Małopolsce, wejdzie w życie zakaz ogrzewania starymi kotłami - mówi RMF FM Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego.

Małopolskie gminy bardzo słabo radzą sobie z wymianą pieców. Na pół miliona starych "kopciuchów" wymienionych zostało tylko 10 tysięcy. A czas mamy tylko do 2022 roku, później palenie w starych piecach będzie nielegalne - dodaje.

Chodzi o piece kołowe, które nie spełniają żadnych norm emisyjnych. Z kolei do końca 2026 roku wymienione muszą zostać wszystkie kotły posiadające 3 lub 4 klasę emisyjności według normy PN-EN 303-5.

Krakowski Alarm Smogowy sprawdził jak przebiega wdrażanie programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego, którego ważnym elementem jest likwidacja kotłów na paliwa stałe. Okazuje się, że idzie to wyjątkowo opornie. Żadna gmina nie zrealizowała dotąd nawet 30 proc. celu zaplanowanego na lata 2017 - 2019. Najlepiej wymiana przebiegała w Miechowie, Słomnikach i Pałecznicy, gdzie zrealizowano od 25 do 27 proc. trzyletniego planu. Jednak w ponad połowie gmin w Małopolsce (95) nie wymieniono ani jednego kopciucha.

Krakowski obwarzanek, czyli Truj-miasto

Mogłoby się wydawać, że wszyscy wiemy już, jak ciężkie jest powietrze w Małopolsce. Jednak wyniki naszej analizy pokazują, że włodarze ponad połowy gmin województwa całkowicie lekceważą sprawę. Problemem jest nie tylko to, że nie prowadzą realnych programów ograniczania niskiej emisji, ale i to, że nawet nie angażują się w działania edukacyjne i informacyjne. Prawie nikt nie zna zapisów małopolskiej uchwały antysmogowej i nie wie, że będzie musiał wymienić kocioł - tłumaczy Anna Dworakowska z Krakowskiego Alarmu Smogowego.

W tzw. "krakowskim obwarzanku", a więc w 14 gminach położonych najbliżej Krakowa, sytuacja też nie jest dobra. Według inwentaryzacji przeprowadzonej w 2015 roku przez Stowarzyszenie "Metropolia Krakowska" ponad 48 tys. palenisk nadawało się do wymiany. W latach 2015- 2017 wymieniono zaledwie 1215 palenisk, a więc 2,5 proc. z nich. Wyraźnie widać już różnicę między miastem Kraków, które wymienia kopciuchy i jego bezpośrednim otoczeniem, gdzie wciąż dymią one w najlepsze. Z tego powodu zaczęto już żartować, że aglomeracja krakowska powinna się nazywać "Truj-miastem". Widać bowiem, jak zanieczyszczenia spływają do Krakowa, co powoduje, że program walki ze smogiem w "krakowskim obwarzanku" jest wspólną sprawą krakowian oraz mieszkańców Zielonek, Zabierzowa, Wieliczki czy innych gmin, które okalają miasto - podkreśla Krakowski Alarm Smogowy.

Oprac