Około 300 osób w wieku 16-19 lat popełnia w Polsce co roku samobójstwo. "Te dane nie obrazują prawdziwej skali problemu, gdyż nie ma dobrego ogólnopolskiego rejestru samobójstw" - uważa psychiatra dr Paweł Kropiwnicki z Kliniki Psychiatrii Młodzieżowej Uniwersytetu Medycznego w Łodzi.

REKLAMA

Wśród przyczyn prób samobójczych młodzież wymienia przede wszystkim problemy rodzinne i szkolne. Częstymi przyczynami są także choroby psychiczne, które wcześniej pozostają nierozpoznane i są leczone dopiero w następstwie dramatycznego epizodu, jakim jest targnięcie się na życie. Zagrożenie zwiększa używanie substancji psychoaktywnych, które są obecnie wszechobecne. Na każdym dyżurze w klinice przyjmuję przynajmniej jedną osobę po zażyciu dopalaczy - zaznaczył psychiatra.

Kropiwnicki podkreślił, że 300 rejestrowanych co roku samobójczych zgonów nastolatków nie obrazuje w pełni skali problemu. Nie ma dobrej bazy danych, nie ma ogólnopolskiego rejestru samobójstw - są dwie instytucje, które je zbierają, czyli Komenda Główna Policji i Główny Urząd Statystyczny, ale dane przez nie zebrane nie pokrywają się. Tymczasem np. w Szwecji i Norwegii działa narodowy system rejestracji samobójstw i zachowań samobójczych. Dla psychiatrów to optymalne rozwiązanie - powiedział.

Podstawowa zasada: Nie tracić kontaktu z dzieckiem

O narastającej depresji, która może doprowadzić do podjęcia próby samobójczej, świadczą takie symptomy jak zmiana zachowania nastolatka, rozdawanie osobistych rzeczy, zmiana rodzaju słuchanej muzyki, utrata kontaktu z otoczeniem. Zdaniem psychiatry, uważny rodzic potrafi szybko zauważyć takie zmiany w zachowaniu swego dziecka.

Podstawowa zasada to nie tracić kontaktu z dzieckiem. Z badania przeprowadzonego w Krakowie na grupie młodzieży z depresją wynika, że dzieci cierpiące z powodu myśli samobójczych oczekują przede wszystkim rozmowy. To pierwszy krok, który każdy - nie będąc specjalistą, ale rodzicem, nauczycielem, kolegą - może zrobić - wskazał psychiatra.

Nie ma programu zapobiegania samobójstwom

Kropiwnicki zwrócił uwagę, że programy edukacyjne dotyczące samobójstw wśród młodzieży są przez ich środowisko praktycznie niezauważane. Wciąż nie ma w Polsce narodowego programu zapobiegania samobójstwom, a słyszę o jego projekcie już od 15 lat. Wiemy, że skuteczne programy prewencji samobójstw, jakie zostały wprowadzone np. ok. 10 lat temu na Węgrzech, spowodowały redukcję samobójstw o 20-30 proc. w populacji młodocianych. To bardzo istotny spadek w skali całego kraju, zwłaszcza że Węgry przodowały kiedyś w Europie pod względem popełnianych samobójstw - podkreślił.

Przykładem skutecznej profilaktyki jest - zdaniem psychiatry - program prowadzony w kilku krajach europejskich Saving Empowering Young Lives in Europe (SEYLE). Był to edukacyjny program dla nauczycieli, wychowawców, księży, osób prowadzących zajęcia pozaszkolne - na których prezentowano, jakie mogą być objawy depresji i pokazywano, w jaki sposób można pokierować młodociane osoby - do psychologa czy pedagoga szkolnego. Niestety, nie prowadzono go w Polsce.

W Polsce jest też problem z dostępnością usług medycznych. Na pierwszą wizytę w poradni zdrowia psychicznego młody człowiek czeka często 2-3 miesiące, a kryzys samobójczy jest już. Wtedy pozostaje hospitalizacja. Często osoby, które trafiają do szpitala, mogłyby tego uniknąć, gdyby wcześniej uzyskały profesjonalną pomoc - zaznaczył Kropiwnicki.

Zgodnie z danymi KGP w 2014 r. zarejestrowano ponad 10,2 tys. prób samobójczych, z czego prawie 6,2 tys. skończyło się śmiercią. Według danych sekcji suicydologii Europejskiego Towarzystwa Psychiatrycznego - przytoczonych przez Kropiwnickiego - wiarygodnym wskaźnikiem liczby prób samobójczych w danej populacji jest co najmniej 10-krotność samobójstw dokonanych. Współczynnik samobójstw wśród osób młodocianych wynosi 16 na 100 tysięcy.

(mal)