Do niedzieli krakowska prokuratura ma odpowiedzieć na kasację w sprawie Jana S. - znanego krakowskiego chirurga, który został skazany za łapówki na bezwzględne więzienie. Mimo orzeczonej na początku października zeszłego roku kary 2 lat i 8 miesięcy więzienia, Jan S. wciąż nie trafił za kratki.

REKLAMA

Wciąż czekamy na opinię prokuratury w sprawie kasacji. Akta sprawy mają na swoich biurkach prokuratorzy, którzy w tej sprawie milczą. Z informacji reportera RMF FM Pawła Pawłowskiego wynika jednak, że będą chcieli podtrzymania wyroku.

Ponadto w sądzie okręgowym wciąż nie odbyło się posiedzenie dotyczące wniosku o ułaskawienie Jana S. i odroczenie wykonania kary. Wniosek w tej sprawie złożył członek jego rodziny.

Sąd musi wydać opinię dotyczącą ewentualnego ułaskawienia. Jeśli będzie negatywna, akta sprawy trafią do wydziału wykonywania orzeczeń, którego zadaniem będzie wsadzenie przestępcy za kratki. Nie stanie się to jednak na pewno do końca kwietnia.

Pierwszy lekarz skazany za branie łapówek na bezwzględne więzienie

Jan S. został skazany za branie łapówek od rodziców dzieci, które operował. W pierwszej instancji usłyszał wyrok 4 lat więzienia, sąd drugiej instancji skazał go na 2 lata i 8 miesięcy.

Sąd odwoławczy uznał, że poprzednia kara była niewspółmiernie surowa, ale także, że nie można jej obniżyć jeszcze bardziej ze względu na społeczną szkodliwość czynu.

Chirurg domagał się łapówek m.in. od ludzi niezamożnych, którzy nierzadko musieli brać pożyczki, by zebrać ustaloną wcześniej kwotę - to właśnie było głównym argumentem przeciwko obniżeniu kary.

Wyrok, który usłyszał Jan S., jest precedensowy - to bowiem pierwszy lekarz skazany za branie łapówek na karę bezwzględnego więzienia.

Jan S., były zastępca ordynatora oddziału chirurgii plastycznej szpitala w Krakowie-Prokocimiu, miał w ciągu 11 lat 27 razy przyjąć pieniądze od rodziców dzieci przebywających w szpitalu. Prokuratura twierdziła, że chodziło o kwotę 15 tysięcy złotych - lekarz miał brać łapówki w wysokości od 100 złotych do 3 tysięcy.

Sam skazany twierdził, że w swojej kilkudziesięcioletniej karierze nie słyszał żadnych skarg dotyczących swojej pracy, i że nie uzależniał jej od korzyści majątkowych. Przyznał, że dostawał od rodziców dzieci upominki - ale traktował je jako dowody wdzięczności za wykonane zabiegi.

(mpw)