Około 200 osób – właściciele i pracownicy punktów bukmacherskich - protestowało przeciwko wprowadzeniu nowych regulacji dotyczących hazardu. Po południu Sejm rozpoczął prace nad ustawą hazardową.

REKLAMA

Na ul. Wiejskiej protestowały w zdecydowanej większości młode kobiety, bo to one głównie pracują w punktach bukmacherskich. Ich głos miał przekonać posłów, że nowy 50-procentowy podatek zlikwiduje całą branżę, a one stracą pracę. Jak mówiły uczestniczki protestu, przez wojnę z jednorękimi bandytami rząd niszczy zakłady sportowe, które – ich zdaniem – są wyłącznie zabawą. Szefowie firm bukmacherskich straszą, że pracę może stracić nawet 4,5 tysiąca osób, bo jeśli branży nie zniszczy wysoki podatek, to zrobi to zalegalizowanie zakładów bukmacherskich w Internecie. Nie wierzą, że internetowe firmy bukmacherskie będą płacić taki sam wysoki podatek w Polsce, skoro mogą pięcioprocentowy na Malcie czy Cyprze.

Tuż po rozpoczęciu prac nad ustawą hazardową połowa posłów wyszła z sali plenarnej. Co więcej w Sejmie pojawił się dawno niewidziany Mirosław Drzewiecki. Posłuchaj relacji reporterki RMF FM Agnieszki Burzyńskiej:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Projekt tzw. ustawy hazardowej przewiduje m.in., że hazard będzie można uprawiać jedynie w ośrodkach gier (kasynach, salonach gry bingo) i punktach przyjmowania zakładów wzajemnych. Z listy znikną punkty gier, w których dziś można grać na automatach o niskich wygranych. Będą one mogły działać do czasu wygaśnięcia zezwoleń na prowadzenie automatów. Kolejne koncesje nie będą jednak wydawane, a stare przedłużane.