Paweł R. - mężczyzna podejrzany o podłożenie bomby w autobusie miejskim we Wrocławiu - może usłyszeć kolejne zarzuty. Biegli medycyny sądowej ocenili stan starszej kobiety, która została ranna w czasie wybuchu, i uznali, że została narażona na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia.

REKLAMA

Incydent wydarzył się 19 maja. 22-letni Paweł R. zostawił ładunek wybuchowy w autobusie linii nr 145. Pakunek zaniepokoił jedną z pasażerek, która zaalarmowała kierowcę, a ten wyniósł go z pojazdu. Chwilę później, już na przystanku, bomba eksplodowała. Ranna została starsza kobieta, która przechodziła tuż obok przystanku.

Początkowo policja mówiła o niegroźnych ranach ręki i nogi. Kobieta przebywała jednak w szpitalu dłużej niż siedem dni, a skutki wybuchu może odczuwać do końca życia.

Eksplozja naraziła tę osobę na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. Biegły stwierdził u pokrzywdzonej zaburzenia stresowe pourazowe. Biegły wskazał z prawdopodobieństwem graniczącym z pewnością, że obrażenia, których doznała, będą skutkowały dla niej dolegliwościami do końca życia - poinformował na spotkaniu z dziennikarzami prokurator Robert Tomankiewicz z wrocławskiego oddziału Prokuratury Krajowej.

Dotąd 22-latek usłyszał trzy zarzuty, które dotyczą: popełnienia przestępstwa o charakterze terrorystycznym, usiłowania zabójstwa wielu osób przy użyciu materiałów wybuchowych i spowodowania zdarzenia, które zagrażało życiu i zdrowiu wielu osób. Mężczyzna przyznał się do winy, ale odmówił składania wyjaśnień. Grozi mu dożywocie.

Prokuratorzy jeszcze w tym tygodniu chcą powołać biegłych psychiatrów, którzy ocenią stan podejrzanego. Od ich opinii będą zależały dalsze decyzje o ewentualnym skierowaniu Pawła R. na dłuższą obserwację w zakładzie zamkniętym.

Prokuratura apeluje do pasażerów autobusu o zgłaszanie się

Śledczy wciąż szukają świadków eksplozji. Chodzi szczególnie o pasażerów autobusu, w którym podłożona została bomba - do tej pory udało się przesłuchać mniej niż połowę z nich.

To było bardzo poważne zdarzenie. Być może to, że te osoby nie zgłaszają się, wynika z tego, że uznały, że nic im nie zagrażało. Natomiast nie jest to prawda. Dlatego apelujemy, aby te osoby zgłaszały się. Każda z nich jest osobą pokrzywdzoną w tym postępowaniu - podkreślił prokurator Tomankiewicz.

Pasażerowie autobusu i osoby, które były tego dnia na przystankach wzdłuż trasy linii 145, mogą zgłaszać się na policję i do prokuratury.

(edbie)