"Zakopiańska prokuratura zakończyła oględziny miejsca wypadku, w którym zginęła 70-latka, a jej 7-letni wnuk został poważnie ranny. We wtorek ruszy śledztwo w tej sprawie" - powiedziała szefowa zakopiańskiej prokuratury Barbara Bogdanowicz. Do wypadku doszło w pobliżu ośrodka narciarskiego w Białce Tatrzańskiej na Podhalu. Kobiety nie udało się uratować.

REKLAMA

Mimo reanimacji kobiety nie udało się uratować - powiedział rzecznik zakopiańskiej straży pożarnej Andrzej Król-Łęgowski.

Na poszkodowanych runął masywny drewniany szyld witający turystów przy słynnej stacji narciarskiej. Konstrukcja, która się przewróciła, ma około 3 metrów wysokości i jest bardzo ciężka. Według rzecznika strażaków, mogła ona ważyć około pół tony. W Tatrach wieje dziś halny i prawdopodobnie to wiatr przewrócił tę ciężką drewnianą konstrukcję.

Początkowo służby ratownicze informowały, że ciężko ranna została dziewczynka. Teraz wiadomo, że śmigłowcem do jednego z krakowskich szpitali został zabrany siedmiolatek z Warszawy. Jego 70-letnia babcia z woj. łódzkiego zginęła na miejscu.

Chłopiec znajdował się pod opieką babci. Jego rodzice w chwili zdarzenia jeździli na nartach. Wyjaśniamy przyczyny tego zdarzenia. Najprawdopodobniej konstrukcja runęła pod naporem silnego wiatru - powiedziała rzeczniczka zakopiańskiej policji Agnieszka Szopińska.

Na miejsce wypadku szybko dotarli ratownicy na pokładzie dwóch śmigłowców - LPR oraz TOPR. Na miejscu zdarzenia, oprócz prokuratora, oględziny prowadził także inspektor nadzoru budowlanego.

Śledczy zarządzili sekcję zwłok zmarłej kobiety, która odbędzie się w Zakładzie Medycyny Sądowej w Krakowie.

(ag)