Premier już od 11 dni zwleka z podpisem pod dymisją szefa Narodowego Funduszu Zdrowia Jacka Paszkiewicza. Tymczasem dopiero sygnatura Donalda Tyska może uruchomić procedurę konkursową, która potrwa kilka tygodni. Wszystko wskazuje więc na to, że na powołanie nowego szefa funduszu trzeba będzie jeszcze poczekać. Jak informuje reporterka RMF FM Agnieszka Witkowicz, to nie jedyna luka kadrowa w zarządzie NFZ .

REKLAMA
Zobacz również:

W normalnych warunkach na czele NFZ po odwołaniu Jacka Paszkiewicza stanąłby jeden z trzech wiceprezesów funduszu. Teraz jednak to niemożliwe, ponieważ jest tylko jeden - do spraw służb mundurowych. Od dawna nie ma natomiast zastępcy prezesa od spraw finansowych, a także wiceprezesa funduszu od spraw medycznych. Ten ostatni odszedł z końcem kwietnia i do dziś nie znaleziono nikogo na jego miejsce.

Tymczasem osoba znająca się na sprawach medycznych jest dziś najpilniej potrzebna. Do lipca szpitale muszą bowiem podpisać umowy na terapie dla najciężej chorych. Do tego czasu trzeba też załatwić kwestię kart dla lekarzy, którzy grożą protestem w przypadku, gdyby przepisy nie uległy zmianie. Premier jednak przed Euro 2012 ma inne sprawy, minister zdrowia ma związane ręce, a pacjentami nikt się nie przejmuje.

Narastający konflikt powodem dymisji

Wniosek ministra zdrowia Bartosza Arłukowicza o odwołanie dotychczasowego szefa NFZ Jacka Paszkiewicza wpłynął 24 maja. Pozytywnie zaopiniowała go już Rada Narodowego Funduszu Zdrowia, wstępnie zaakceptował go także premier.

Spór na linii prezes NFZ minister zdrowia trwał od miesięcy. Kulminacją była sprawa importu docelowego leków i kwestia refundacji. Nie bez znaczenia była też odmienna wizja ministerstwa i NFZ co do funkcjonowania centrali Funduszu. Bartosz Arłukowicz chciał mieć większą kontrolę nad działalnością Jacka Paszkiewicza.

Paszkiewicz był często krytykowany przez lekarzy m.in. za zamieszanie wokół przepisów refundacyjnych, które weszły w życie na początku tego roku. Na początku 2010 r. zarządzenie prezesa NFZ sprawiło, że część chorych na raka miało problemy z dostępem do chemioterapii niestandardowej.