"Jesteśmy przeciwni kolejnemu zwiększaniu bezcłowych kontyngentów na artykuły rolne z Ukrainy" - powiedział Wiktor Szmulewicz, prezes Krajowej Rady Izb Rolniczych (KRIR) w rozmowie z korespondentką RMF FM w Brukseli.

REKLAMA

Zdaniem Wiktora Szmulewicza dobrze się jednak stało, że Parlament Europejski przegłosował wyłączenie z tej grupy pomidorów przetworzonych czy pszenicy. Jak już wcześniej informowała nasza dziennikarka, Rada UE nie uwzględniła jednak polskich postulatów, a Komisja Europejska bardzo naciska na to, żeby nie obejmować wyjątkami żadnych artykułów rolnych. Teraz te trzy instytucje muszą uzgodnić wspólne stanowisko.

TU ZNAJDZIESZ WIĘCEJ NA TEN TEMAT

Według prezesa Krajowej Rady Izb Rolniczych, stanowisko Rady UE i KE jest dla polskich rolników niekorzystne. Jego zdaniem, różnice między Unią Europejską a Ukrainą wciąż są zbyt duże, żeby zwiększać handel bezcłowy. Ukraina nie przestrzega takich samych norm, ma niższe koszty produkcji czy tańszą siłę roboczą.

Ukraina działa wciąż na innych zasadach niż cała Europa. Produkują taniej kosztem ludzi i norm, więc dopóki tak się dzieje, to kontyngenty cłowe powinny pozostać - tłumaczy Wiktor Szmulewicz. Jak tłumaczy, cła są "stabilizatorem" różnic. Jak przypomina, grunt na Ukrainie jest "rozdysponowany niedemokratycznie". Wiemy dobrze, kto przejął te ziemię - podkreśla.

Niedawno szef komisji ds. rolnictwa w PE Czesław Siekierski (PSL) wprost mówił, że na bezcłowych kontyngentach dla Ukrainy korzystają przede wszystkim tamtejsi oligarchowie. Problem polega także na tym, że bezcłowe kontyngenty trafiają w pierwszej kolejności na polski rynek i go destabilizują.

W skali UE bezcłowe kontyngenty nie są aż tak duże. Wiktor Szmulewicz uważa, że ostateczna decyzja Unii powinna być taka jak PE. Zwiększenie bezcłowych kontyngentów na pszenicę i pomidory przetworzone byłoby katastrofą dla polskich rolników.