Strajk służby zdrowia będzie trwać. Nie ma porozumienia po rozmowach premiera ze związkowcami. Premier powiedział tylko, że lekarze i pielęgniarki powinni w przyszłym roku zarabiać o połowę więcej niż w tym.

REKLAMA

Porozumienia nie ma, bo zdaniem związkowców te rozmowy to jedynie próba dojścia do zgody, a nie konkrety. Jesteśmy rozczarowani. Myśleliśmy, że ten protest będzie można zakończyć godnie, ale jak widać na tą chwilę nie - mówi Longina Kaczmarska ze związku pielęgniarek. Dlatego – jak dodaje – protest trwa. Rząd i premier deklarują natomiast: Wszyscy zgadzamy się, co do tego, że pensje są zbyt niskie i że trzeba je podnosić i jest kwestia określenia tempa. Szczegółów jednak nie ma i dlatego związkowcy te obietnice traktują jako mgliste. Strajk się nie kończy, a kolejna tura rozmów w poniedziałek.

Zobacz również:

OZZL proponuje podpisanie ponadzakładowego układu zbiorowego

pracy między związkami zawodowymi, w którym byłaby określona m.in. płaca minimalna. Zdaniem przewodniczącego Związku Krzysztofa Bukiela, takie rozwiązanie gwarantowałoby, że zobowiązania finansowe państwa będą dotrzymane. Wtedy związki zawodowe byłyby skłonne zgodzić się, by płace wzrosły nie natychmiast, ale stopniowo. Układ miałby wejść w życie od 1 października tego roku.

Zarząd Krajowy Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych zdecydował w środę, że „białe miasteczko" pozostanie przed Kancelarią Premiera do momentu podpisania porozumień między strajkującymi a stroną rządową.

Jak poinformowała na konferencji prasowej rzecznik OZZPiP Ewa Obuchowska, nadal będzie również trwał przed kancelarią protest głodowy. Głodówka jest środkiem nacisku, jakiego strajkujący używają tradycyjnie w sytuacjach krytycznych - mówiła Obuchowska.

Szefowa OZZPiP Dorota Gardias podkreśliła, że podczas pobytu

pielęgniarek w kancelarii premiera najgorsza była arogancja strony

rządowej. Jak dodała, stosowano wobec nich "różne metody

zastraszania". Nie jesteśmy w stanie jeszcze opowiadać o tym do końca. Jeżeli chodzi o pracowników z BOR-u i innych urzędników, byli oni dla nas mili na tyle, ile mogli. Najgorsza była arogancja strony rządowej. To były metody zastraszania – „bo jak nie, to was wyniesiemy, zawieziemy do prokuratury”; „bo jak nie, to przyjedzie prokurator”. Zawsze byłyśmy gotowe na usunięcie nas, na przyjazd prokuratora lub wyjazd do prokuratury - powiedziała szefowa Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych.

Jak podkreśliła, zdecydowały się na spotkanie z premierem w kancelarii, ponieważ wyciągnął do nich rękę i nie mogły jej odtrącić. Idąc na spotkanie czułyśmy, że propozycji nie ma - dodała.

Dorota Gardias poinformowała, że pielęgniarki będą walczyć o podwyżki do skutku. Rzecznik OZZPiP Ewa Obuchowska dodała, że nadal będzie również trwał przed kancelarią protest głodowy. Głodówka jest środkiem nacisku, jakiego strajkujący używają tradycyjnie w sytuacjach krytycznych - zaznaczyła.

We wtorek cztery pielęgniarki przerwały głodówkę i zakończyły tygodniową okupację Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. Decyzja kobiet to efekt spotkania z premierem.