​Premier Mateusz Morawiecki powiedział, że w związku z sytuacją na granicy polsko-białoruskiej rozważane jest uruchomienie artykułu 4. NATO. Co to oznacza i jak wygląda to w praktyce?

REKLAMA

Dyskutujemy z Łotwą i w szczególności z Litwą, czy nie uruchomić artykułu 4. NATO. To rozwiązanie, które przewiduje, że strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą: integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo któregokolwiek z państw sojuszniczych. Wydaje się, że jest to coraz bardziej potrzebne. Bo nie wystarczy już tylko byśmy publicznie wyrażali swoje zaniepokojenie - teraz potrzebne są już konkretne kroki i zaangażowanie całego sojuszu - mówił w niedzielę szef polskiego rządu.

Traktat Północnoatlantycki z 4 kwietnia 1949 roku jest najważniejszym dokumentem regulującym działanie NATO. Polska, wstępując do Sojuszu w 1999 roku, stała się stroną Traktatu.

Jak brzmi artykuł 4. NATO

Artykuł 4. NATO brzmi: "Strony będą się wspólnie konsultowały, ilekroć, zdaniem którejkolwiek z nich, zagrożone będą integralność terytorialna, niezależność polityczna lub bezpieczeństwo którejkolwiek ze Stron".

Artykuł 4. umożliwia organizację konsultacji międzyrządowych na poziomie przywódców państw. Głównie chodzi o szefów bezpieczeństwa (np. szefów MON), ale możliwa jest też rozmowa na wyższych poziomach, np. prezydenta Polski z prezydentem USA - mówi w rozmowie z Wirtualną Polską prof. Artur Nowak-Far, były podsekretarz stanu w MSZ. To wymaga uzgodnienia - na jakim poziomie te konsultacje są prowadzone. One nie muszą doprowadzić do bezpośredniego spotkania, ale wymuszałyby rozmowę - mówi.

Przesłanki przywołania art. 4 są takie, że nie ma bezpośredniej napaści, ale są poważne zagrożenia naruszenia integralności terytorialnej stron, ich niezależności politycznej lub bezpieczeństwa państwa. Można teoretycznie uznać, że jest zagrożone bezpieczeństwo państwa ze względu na zorganizowanie przez inne państwo naruszeń naszej granicy - wyjaśniał Nowak-Far.

W historii NATO art. 4. został wykorzystany kilka razy, w tym raz przez Polskę - chodzi o aneksję Krymu oraz rozpętanie konfliktu w Donbasie. Wtedy zdecydowano m.in. o przerzuceniu niewielkich sił amerykańskich na rotacyjne szkolenia do Polski.

Konsultacje w ramach art. 4. zwoływano także przy okazji wojny w Iraku i Libii.

Artykuł 5. NATO. Czym jest?

O ile art. 4. zakłada dość łagodne działania. Znacznie poważniejszy jest artykuł 5., który już zakłada zbrojną samoobronę.

Strony zgadzają się, że zbrojna napaść na jedną lub kilka z nich w Europie lub Ameryce Północnej będzie uważana za napaść przeciwko nim wszystkim; wskutek tego zgadzają się one na to, że jeżeli taka zbrojna napaść nastąpi, każda z nich, w wykonaniu prawa do indywidualnej lub zbiorowej samoobrony, uznanego przez Artykuł 51 Karty Narodów Zjednoczonych, udzieli pomocy Stronie lub Stronom tak napadniętym, podejmując natychmiast indywidualnie i w porozumieniu z innymi Stronami taką akcję, jaką uzna za konieczną, nie wyłączając użycia siły zbrojnej, w celu przywrócenia i utrzymania bezpieczeństwa obszaru północnoatlantyckiego - głosi artykuł 5.

Do tej pory art. 5. został użyty tylko raz - po zamachu terrorystycznym Al-Kaidy na World Trade Center. W wyniku tego przeprowadzono zbrojną inwazję na Afganistan rządzony przez talibów, którym zarzucano współpracę z terrorystami.

Stan wyjątkowy

Od 2 września w przygranicznym pasie z Białorusią w 183 miejscowościach woj. podlaskiego i lubelskiego obowiązuje stan wyjątkowy. Wszystko przez sporą liczbę grup migrantów, próbujących nielegalnie przekroczyć granicę polsko-białoruską.

Stan wyjątkowy został wprowadzony na 30 dni na mocy rozporządzenia prezydenta Andrzeja Dudy, wydanego na wniosek Rady Ministrów.

Sejm zgodził się na przedłużenie stanu wyjątkowego o kolejne 60 dni. Prezydent przychylił się do tego. Stan wyjątkowy nie może być już jednak przedłużony.

Sytuacja zaostrzyła się tydzień temu, gdy przy przejściu w okolicach Kuźnicy zgromadziła się grupa migrantów, którzy próbowali sforsować ogrodzenie. Według MSWiA, przy całej długości granicy może być nawet kilka tysięcy osób.