"Każdy prezes chce mieć swojego generała albo przynajmniej pułkownika". Tak o związkach ludzi służb z biznesem mówi profesor Andrzej Zybertowicz, który współpracował z rządem Jarosława Kaczyńskiego. "Firmy zatrudniają w swoich radach nadzorczych albo jako doradców wysokich funkcjonariuszy służb, żeby z jednej strony rozpoznawali potencjalnych kandydatów do ważnych transakcji biznesowych, a z drugiej, żeby chronili przed sztychem w plecy" - wyjaśnia w rozmowie z reporterem RMF FM Mariuszem Piekarskim.

REKLAMA

Panie profesorze, jak pan widzi to zatrzymanie Gromosława C. w kontekście tych dwóch prywatyzacji, o których się mówi? Czy to jest tak, że to może być czubek góry lodowej, bo zatrzymano byłego szefa UOP-u, ale ludzie dawnych służb mogą działać właśnie w ten sposób, na styku polityki i biznesu? I co oni mają do zaoferowania z punktu widzenia osób, które chcą zrobić biznes, w tym przypadku prywatyzacyjny?

To jest czubek góry lodowej, ale ta góra nigdy nie zostanie wynurzona na powierzchnię. Natomiast jak chcemy sobie uzmysłowić, na czym polega przydatność ludzi z tajnych służb w biznesie, zwłaszcza w takim kraju jak Polska, to po pierwsze warto wrócić do wywiadu, jakiego kilka lat temu Janusz Szlanta, były wojewoda, były szef Stoczni Gdyńskiej, udzielił "Gazecie Wyborczej". Wywiad miał tytuł "Każdy chce mieć swojego generała". Mówił o tym, że ludzie w biznesie chcą korzystać z informacji i możliwości działania, jakie posiadają wysocy funkcjonariusze służb. A teraz konkretnie, na czym może polegać przydatność kogoś takiego. Otóż uświadommy sobie, że C. najpierw pracował wiele lat w SB, w okresie PRL-u, a w wolnej Polsce, w latach 1993-96, był nawet szefem tajnych służb cywilnych obejmujących i wywiad, i kontrwywiad. To znaczy - co on wie? Otóż, jeśli mamy działać w biznesie czy prowadzić jakąkolwiek działalność społeczną czy polityczną, muszę wiedzieć, do kogo się zwrócić, gdy chcę realizować jakiś projekt. Człowiek, który tyle lat był w służbach, w tym na stanowisku kierowniczym, posiada pewną mapę mentalną, która mu wskazuje, która z osób w rozmaitych instytucjach i publicznych, i firmach prywatnych współpracowały ze służbami. Które z osób jeszcze współpracują lub mogą współpracować. Które z osób ocierały się o instytucje newralgiczne i prawdopodobne jest, że współpracowały ze służbami, na przykład, wojskowymi. Wreszcie, tajne służby posiadają sporo informacji o potencjalnych kandydatach, czyli o osobach, które na przykład mają pewne słabości, wokół których jest aura korupcyjna. Tajne służby niektórych tych informacji nigdy nie pogłębiają, ale ktoś, kto wiele lat w służbach był, ma w nich dalej bliskich znajomych, może po takie informacje sięgać.

Panie profesorze, pan użył takiego sformułowania: "mapa mentalna". Ta informacja, którą posiadają ludzie służb, jest wykorzystywana, jest przydatna ludziom biznesu do ochrony swojego biznesu czy do kojarzenia różnych biznesów?

Z jednej strony do ochrony, bo spora część biznesów w krajach transformacyjnych przeprowadzana jest przy kulturze organizacyjnej nie odpowiadającej standardom nowoczesnych gospodarek zachodnich. Na przykład nasyłanie instytucji kontrolnych typu skarbówka na konkurencję w momencie, gdy ta próbuje dopiąć ważna transakcję międzynarodową. Jeśli jakaś firma prowadzi negocjacje o pozyskaniu inwestora strategicznego, a w tym czasie pójdą przecieki informacji - sprawdzonych lub - nie o możliwych korupcyjnych uwikłaniach lub uwikłaniach kryminalnych czy słabościach kluczowych postaci tej firmy, to może to zniechęcić inwestora strategicznego do kontynuacji rozmów. W związku z tym, jak Szlanta wskazywał, firmy zatrudniają w swoich radach nadzorczych albo jako doradców wysokich funkcjonariuszy służb, żeby z jednej strony rozpoznawali potencjalnych kandydatów do ważnych transakcji biznesowych, a z drugiej, żeby chronili przed sztychem w plecy.

Czyli można powiedzieć, że funkcjonariusze pracę w służbach traktują jako ładowanie dysku, który potem jest przydatny, gdy obejmie się lukratywną funkcję w biznesie?

Tak - dysku umiejętności i kontaktów, bo w biznesie zarabia się wielokrotnie więcej niż w służbach.