Kabul, Kandahar i Dżalalabad to afgańskie miasta, na które Amerykanie wznowili ataki. Bombardowane są instalacje wojskowe Talibów i strategiczne szlaki komunikacyjne. Jak podała arabska stacja telewizyjna Al-Jazeera, zbombardowano prawdopodobnie lotnisko pod Kabulem. Co najmniej trzy bomby spadły na sam Kabul. Świadkowie mówią o potężnych pożarach jakie wybuchły w stolicy Afganistanu.

REKLAMA

Talibowie natychmiast wyłączyli prąd w mieście i wprowadzili godzinę policyjną. Ogień artylerii przeciwlotniczej jest już bardzo słaby. To może oznaczać, że z dnia na dzień coraz bardziej kurczy się potencjał wojskowy Talibów. "Widziałem jak w czasie jednego z nalotów bomba spadła na magazyn wojskowy. Nastąpił wielki wybuch. Potem Talibowie zaczęli masowo aresztować ludzi. Teraz w centrum miasta nie ma już prawie żadnych mieszkańców" - mówił jeden z uchodźców z Kabulu. Niestety w nalotach tych cierpi także ludność cywilna. Jedno z przedmieść Kabulu w okolicach lotniska zostało niemal całkowicie zrównane z ziemią. Jak mówią mieszkańcy miasta minionej nocy zamiast lotniska zbombardowano okoliczne domy, w których byli ludzie. Zginęła co najmniej jedna osoba, a cztery zostały ranne. Doniesienia te potwierdził anonimowy przedstawiciel Pentagonu. Ważąca niemal tonę, laserowo kierowana bomba miała uderzyć w talibański śmigłowiec stojący na lotnisku. Zboczyła jednak z kursu o ponad półtora kilometra i spadła na przedmieścia. Talibowie twierdzą, że w trwających już niemal tydzień nalotach zginęło ponad 300 osób. Jak podała afgańska islamska agencja prasowa zaatakowany został również Kandahar.

Pomimo nalotów na Talibów oenzetowskiemu Światowemu Programowi Żywnościowemu udało się dostarczyć transporty żywności i lekarstw właśnie do Kabulu i Kandaharu. Do afgańskiej stolicy dotarło tysiąc ton mąki, kolejny konwój jest już w drodze z Pakistanu. Do Kandaharu przyjechało z kolei pięć ciężarówek z pomocą medyczną i tabletkami do oczyszczania wody. Jednak to zaledwie kropla w morzu potrzeb. Światowy Program Żywnościowy ocenia, że miesięcznie do Afganistanu trzeba wysyłać minimum pięć ton pszenicy, by wyżywić siedem i pół miliona głodujących ludzi.

Amerykańskie naloty koncentrują się obecnie na niszczeniu umocnień w pobliżu linii frontu pomiędzy Talibami a Sojuszem Północnym. Ma to być wsparciem przygotowywanej przez opozycję ofensywy. Rządzacy Afganistanem Talibowie mieli zatem tylko dzień wytchnienia od nalotów. Wczoraj w związku ze świętem muzułmańskim, Amerykanie zaprzestali ataków. Jednak w nocy na afgańskim niebie, amerykańskie samoloty pojawiły ponownie. Minister Abdullah na zorganizowanej dzisiaj konferencji prasowej dla kilkunastu dziennikarzy, którym udało się tam przedostać powiedział, że atak nastąpi w ciągu kilku najbliższych dni a o ewentualnym ataku Amerykanie zostaną poinformowani. Amerykańskie bombardowania poczyniły spore straty w szeregach Talibów. Zniszczono część ich obrony i komunikacji ale przede wszystkim znacznie spadło morale wśród Talibów. Coraz częściej zdarzają się też przypadki dezercji – mówił minister spraw zagranicznych Afganistanu doktor Abdullah. W tej chwili linia frontu znajduje się około 30 kilometrów od Kabulu. Od kilu miesięcy nic się tam jednak nie zmienia. Sporadycznie dochodzi do wymiany ognia, ale teraz wszystko wskazuje na to, że bojownicy z antytalibańskiej koalicji szykują się do zdecydowanego natarcia. Posłuchaj jak nasz specjalny wysłannik Piotr Sadziński, który jest w Jabalussaraj komentuje te wydarzenia:

rys. RMF

18:00