Po tym jak Zbigniew Religa zapowiedział wniosek do sądu przeciwko dziennikarzom „Wprost”, tygodnik publikuje w Internecie nowe policyjne dokumenty. Potwierdzają one - zdaniem "Wprost" - wcześniejsze doniesienia, że śledztwem objęci są urzędnicy Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia.

REKLAMA

Wcześniej Ministerstwo Sprawiedliwości zaprzeczyło rewelacjom tygodnika „Wprost”. Zastępca prokuratora generalnego Jerzy Engelking potwierdził, że w tej sprawie aresztowano 9 osób, a 26 usłyszało zarzuty. Dotyczą one między innymi umieszczania za łapówkę produktów na listach leków refundowanych, ustawiania przetargów i finansowania lekarzom wycieczek za wypisywanie leków.

Z rozmowy z Jerzym Engelkingiem wynika więc, że chodzi prawdopodobnie o pracowników firm farmaceutycznych, którzy korumpowali lekarzy, aby wypisywali ich leki i samych lekarzy.

Prokurator Engelking przyznaje, że sprawa jest rozwojowa i wyodrębniono kilkanaście wątków. Ten kluczowy i najbardziej sensacyjny, że za łapówki tworzono listę leków refundowanych nie ma potwierdzenia w faktach: W śledztwie tym pozyskano informację o możliwości wpływania na tworzenie listy leków refundowanych, która nie została w żaden sposób potwierdzona i na chwilę obecną wydaje się mało prawdopodobna - mówi Engelking. Dlatego w sprawie nie występują urzędnicy resortu zdrowia. Jak tłumaczy prokurator Engelking, dlatego właśnie o śledztwie nie był informowany minister Zbigniew Religa. Posłuchaj:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Zdaniem samego ministra Religi afera dotyczy tylko lokalnego środowiska medyków, a nie urzędników Ministerstwa Zdrowia: Dotyczą zachowań niektórych urzędników prawdopodobnie i lekarzy w obrębie Radomia. W tym momencie jest to sprawa lokalna.

Problem w tym, że decyzje o wpisywaniu medykamentów na listę leków refundowanych podejmowane są w Ministerstwie Zdrowia. Wiceminister Bolesław Piecha, z którym dziś rozmawiała reporterka RMF FM Agnieszka Milczarz twierdzi jednak, że procedury są w tej chwili tak szczelne i przejrzyste, że nie ma możliwości, aby za łapówkę jakiś lek na liście się pojawił. Ewentualne nieprawidłowości, jeśli rzeczywiście prokuratura się na nie natknęła, ma wyeliminować przepis w ustawie o świadczeniach medycznych, która znajduje się w Sejmie, a która mówi, że odmowna decyzja o wpisaniu leku na listę może być zaskarżona do sądu. Jak Ministerstwo Zdrowia chce uszczelnić procedury ustalania leków refundowanych posłuchaj w relacji reportera RMF FM Mariusza Piekarskiego:

Twoja przeglądarka nie obsługuje standardu HTML5 dla audio

Śledztwo w tej sprawie prowadzi od kilkunastu miesięcy Komenda Wojewódzka Policji w Radomiu i tamtejsza prokuratura okręgowa. Tygodnik "Wprost" na swoich stronach internetowych napisał, że w aferę, która rozpoczęła się od wykrycia patologii w radomskim szpitalu, może być zamieszanych nawet 300 osób, w tym szefowie dwóch wielkich firm produkujących leki i kosmetyki.

Policja zatrzymała np. ordynatora oddziału ginekologiczno-położniczego radomskiego szpitala. Według prokuratury, lekarz był wielokrotnie korumpowany przez dwie firmy w zamian za ustawianie przetargów. Zbigniew B. oprócz zwykłych łapówek miał także korzystać z wyjazdów w bardzo atrakcyjne miejsca na świecie.

Reporter RMF FM dowiedział się, że będą kolejne zatrzymania w gigantycznej aferze medycznej. Chodzi o kilku prezesów dużych firm farmaceutycznych. Poza tym Komenda Wojewódzka Policji w Radomiu zamierza przesłuchać kilkaset osób, wśród nich urzędników Ministerstwa Zdrowia i NFZ. W najbliższym czasie komendant główny policji powoła specjalną grupę, która sprawdzi czy w skali całego kraju środowiska medyczne z różnych miejsc nie miały przypadkiem związku z tą sprawą - powiedział RMF FM Zbigniew Matwiej z Komendy Głównej Policji.