"Nie oddajemy Litwinom kontroli nad jedną piątą polskiego nieba, my tylko wprowadzamy taką możliwość" - w tak absurdalny sposób wiceminister transportu tłumaczył konieczność ratyfikowania umowy między Warszawą a Wilnem o tak zwanych strefach transgranicznych. Zastępca Sławomira Nowaka przyznał, że planowany był wariant oddania naszym litewskim sąsiadom kontroli nad naszą przestrzenią powietrzną.

REKLAMA

Resort transportu nie był w stanie za bardzo wskazać na jakiekolwiek korzyści płynące z umowy dla Polski. Najlepiej obrazuje to wypowiedź wiceministra: Pytanie, w jaki sposób ten blok ma wspierać obsługę ruchu lotniczego, jest oczywiście pytaniem bardzo zasadnym. Trudno powiedzieć, w jaki sposób ma wspierać...

Z taką samą rozbrajającą szczerością wiceminister Maciej Jankowski mówił o tym, że umowę podpisaliśmy, bo "Unia kazała nam coś z kimś podpisać, a nikt inny oprócz Litwy nie chciał." Posłowie dwóch komisji, również ci z PO z niedowierzaniem słuchali tłumaczenia zastępcy Nowaka. Jednak gdy przyszedł czas na głosowanie, karnie podnieśli rękę za ratyfikacją umowy.

"To inicjatywa polskiego rządu. To brak profesjonalizmu"

Przypomnijmy, że Bruksela chce zmniejszyć liczbę kontrolowanych obszarów przestrzeni powietrznej, by można było łatwiej koordynować ruch powietrzny. Po zmianach ruch lotniczy miałby funkcjonować sprawniej i bezpieczniej. Kilka tygodni temu, przytaczaliśmy jednak opinię europosła Bogusława Liberadzkiego, który podkreślił, że Polska mogłaby zrealizować koncepcję Brukseli nie przez dzielenie naszej przestrzeni powietrznej, ale przez uznanie jej za jeden obszar do kontrolowania. Polska jest wystarczająco dużym krajem - tłumaczy europoseł. Nie tak należy realizować europejską koncepcję. To brak profesjonalizmu rządzących - skomentował sprawę Liberadzki.