Po 26 latach od zagadkowego zaginięcia Moniki z Legnicy jest nadzieja na rozwiązanie sprawy. Do polskiej rodziny zgłosiła się 27-letnia kobieta, która przypuszcza, że może być zaginioną ponad ćwierć wieku temu dziewczynką.

REKLAMA

Z Natalią Brand, która pomaga w poszukiwaniach zaginionej Moniki rozmawiał dziennikarz RMF FM Daniel Dyk. Kobieta opowiedziała nam, jak doszło do nawiązania kontaktu z 27-latką.


Porównywała swoje zdjęcie z dzieciństwa ze zdjęciem z progresji wiekowej i stwierdziła, że jest podobna. To było na międzynarodowej grupie, która zajmuje się poszukiwaniami osób zaginionych. Tam udostępniony został post, pod którym dziewczyna skomentowała, że myśli, że może być Moniką - opisała Brand.

Stwierdziła też, że 27-latka nie mówi w języku polskim, dlatego Natalia Brand została poproszona o pomoc w pośrednictwie.

Kobieta opisała też, jak doszło do zaginięcia Moniki Bielawskiej. Zaczęło się od tego, że dziadkowie razem z ojcem poszli z dzieckiem do lekarza. Całą trójką poszli do lekarza, co było bardzo zadziwiające, bo ojciec aż tak nie interesował się dzieckiem. Potem poszli do apteki. Monika z dziadkiem i ojcem zostali przed apteką. Babcia w tym momencie poszła do apteki, ale zabrakło jej gotówki i zawołała dziadka na chwilę, żeby ten wszedł do apteki i jej pomógł. W międzyczasie Monika i jej tata zniknęli - opisała.

"Czekamy na wyniki badań DNA"

Jak powiedziała Natalia Brand, obecnie obie strony czekają na wyniki badań DNA - to ostatecznie pozwoli potwierdzić, lub wykluczyć, że 27-latka to zaginiona Monika Bielawska.

W przeciągu kilku tygodni powinny być pobrane próbki z obydwu stron. Ze względu na odległość i sytuację, to może przedłużyć cały proces, ale mamy nadzieję, że już niedługo te wyniki będą - opisała.

Matka zaginionej, pani Magdalena, mieszka obecnie w Niemczech i czeka na spotkanie z kobietą.

Porwanie sprzed apteki

16 lipca 1994 roku dziadkowie wraz z ojcem zabrali gorączkujące dziecko do lekarza. Poszli do apteki zrealizować receptę, a Monikę zostawili pod opieką taty. Wtedy widzieli dziecko po raz ostatni. Ojciec z córką zniknęli. Matka dziecka była wtedy u znajomej.

Przez lata trwały poszukiwania małej Moniki oraz jej ojca, który zapadł się pod ziemię. Policja szukała mężczyzny, który przez długi czas był nieuchwytny. Wystawiono za nim międzynarodowy list gończy. W końcu udało się go ująć w 1998 roku na terenie Austrii. Po przewiezieniu do Polski mężczyzna ponownie uciekł. Przez kilka kolejnych lat znowu nie można było go odnaleźć. Dopiero w 2008 roku mężczyzna ponownie pojawił się w Polsce. Wtedy też rozpoczął się jego proces.

Na początku mężczyzna nie przyznawał się do winy. Wcześniej jednak w trakcie składania zeznań w prokuraturze stwierdził, że sprzedał dziewczynkę za 20 milionów starych złotych. Potem wielokrotnie zmieniał zeznania. Od 2013 roku odbywa karę 15 lat pozbawienia wolności za uprowadzenie i sprzedaż dziecka.