Sejmowa komisja śledcza, która w poniedziałek zaczęła swoje obrady ma do prześwietlenia 16 lat polskiej bankowości. Na razie posłom trudno zdecydować czym konkretnie będą się zajmować, bo każdy z nich ma swój własny krąg zainteresowań.

REKLAMA

Jednych fascynuje Bank Staropolski, innych Big Bank Gdański, jeszcze innych Bank Ochrony Środowiska. Doliczyliśmy się 18 nazw banków i kilkudziesięciu kandydatów na świadków. To jednak nie zniechęca posłów koalicji. Jacek Kościelniak z PiS przedstawia prostą receptę – jeden tydzień, jedno zagadnienie. Szybka diagnoza i idziemy dalej.

Za chwilę będziemy działać tak – psy szczekają, karawana idzie dalej - dodaje Kościelniak. Pytanie tylko, gdzie owa karawana zamierza dojść i kiedy Aleksander Grad z PO przygotowuje zaproszenia na wielki finał w bardzo odległej przyszłości. Zapraszam za trzy lata, może będziemy gdzieś w połowie drogi, a sprawozdanie będziemy przedstawili może Sejmowi siódmej kadencji - dodaje Grad. Albo i ósmej, w każdym bądź razie za około 10 lat.

Wszystko wskazuje na to, że posłowie będą zajmować się „wszystkim”, albo w najlepszym razie „prawie wszystkim”.

Burzliwy początek obrad

Obrady bankowej komisji śledczej zaczęły się bardzo burzliwie od wniosku wiceprzewodniczącego LPR Szymona Pawłowskiego, który chciał, żeby Leszek Balcerowicz zrzekł się funkcji prezesa NBP. Wniosek co prawda przepadł, ale nie oznacza to wcale, że komisja przeszła do pracy. Po pierwszej awanturze była od razu druga. Po pierwsze poszło o odpowiedź na kluczowe pytanie czym posłowie mają się zajmować.

Pierwszymi świadkami, którzy będą zeznawać przed komisją będą Leszek Balcerowicz, Hanna Gronkiewicz Waltz, Jan Krzysztof Bielecki, Wojciech Kostrzewa, a nawet Alessandro Profumo. Każdy z posłów zasiadający w komisji, ma listę co najmniej kilkunastu własnych kandydatów do roli przesłuchiwanych. Są wśród nich prezesi banków, prezesi Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów, ministrowie, wiceministrowie. Do prześledzenia jest 16 lat polskiej bankowości, dlatego niektórzy ze świadków na stałe zagoszczą w sejmowym serialu.

Każda sprawa ma swoich określonych świadków, stąd dana osoba może być świadkiem nawet kilka razy. Nietrudno jednak zgadnąć kto będzie główną gwiazdą, skoro pierwsza rozpatrywaną sprawą ma być konflikt interesów, w który według posłów popadł Leszek Balcerowicz. Członkowie komisji będą chcieli dowiedzieć się od niego, jak to się stało, że w czasie gdy był szefem Komisji Nadzoru Bankowego, różne banki przelewały pieniądze na konto fundacji CASE, której szefem do dziś jest jego żona. Fundusze pochodzące od nadzorowanych podmiotów stanowiły 8 proc. dochodów fundacji. Najwięcej pieniędzy przelały w tym czasie banki: Pekao S.A. i BRE Bank. Ich ówcześni prezesi również staną przed obliczem komisji.

Na razie prezes NBP skarży się na szefa komisji bankowej. "Poseł PiS Artur Zawisza za pośrednictwem „Życia Warszawy” rozpowszechnia fałszywe oskarżenia" - twierdzi Balcerowicz i zapowiada, że zwróci się do prokuratury.

"Życie Warszawy" napisało w sobotę, że do Zawiszy dotarła notatka, sugerująca, że przy prywatyzacji Pekao S.A. w 1999 roku mogło dojść do wręczenia kilkudziesięciomilionowej łapówki. Jak napisała gazeta targu mieli dobić Leszek Balcerowicz - wtedy minister finansów, Alicja Kornasiewicz ówczesna wiceminister skarbu i nieżyjący już oficer WSI Stanisław Jan Szczęsny.