Zdejmą miarę z Polaków

Sobota, 24 lipca 2010 (12:06)

Naukowcy z Łodzi chcą zmierzyć kilkanaście tysięcy Polaków i opracować nowe tabele rozmiarów, wykorzystywane w przemyśle odzieżowym. Ostatnio takie "zdejmowanie miary" odbyło się w połowie lat 80. Teraz dorośli są grubsi, a młodzi wyżsi i szczuplejsi, ale ubrania szyje się wciąż według wymiarów sprzed 25 lat.

Właśnie dlatego sporo osób nie może znaleźć odpowiedniego dla siebie rozmiaru. Zespół odzieżowników z Instytutu Włókiennictwa zamierza więc uaktualnić bazy danych z informacjami o wymiarach Polaków i opracować nowe tabele - adekwatne do aktualnego wyglądu społeczeństwa.

W listopadzie naukowcy chcą złożyć projekt do Narodowego Centrum Badań i Rozwoju. Jeżeli będzie pomyślnie zrecenzowany i zaakceptowany do dofinansowania, to w przyszłym roku ruszymy z pomiarami. Opracowanie tabel to kwestia kolejnych kilku lat - mówi kierująca pracami dr Elżbieta Mielicka z Instytutu Włókiennictwa w Łodzi.

Opracowanie ubioru na konkretną sylwetkę wymaga od projektantów i konstruktorów odzieży znajomości kilkudziesięciu cech wymiarowych ciała, zależnie od płci i wieku. Tabele wymiarów ciała, czyli tzw. tabele antropometryczne, są wykorzystywane w przemyśle odzieżowym m.in. do opracowywania konstrukcji ubrań. Tabele wielkości wskazują nam najbardziej popularne rozmiary odzieży w społeczeństwie - tłumaczy naukowiec.

By przeprowadzić pomiary, Instytut Włókiennictwa jako pierwszy w Polsce kupił urządzenie do bezdotykowego skanowania ludzkiej sylwetki. Metoda manualna - czyli mierzenie za pomocą centymetra, antropometru, kartki i długopisu - którą stosowano dotychczas, zostanie więc wyparta przez bezdotykową kabinę. W Instytucie przeprowadzono już pierwsze pomiary w tej kabinie - około 1000 osób w różnym wieku - i porównano je z wymiarami tych samych osób mierzonych również metodą manualną. Okazało się, że metoda bezdotykowego zdejmowania pomiarów ciała się sprawdza.

Skanowanie trwa około 30 sekund, w tym czasie mierzony przyjmuje dwie określone pozycje. W pierwszej trzeba stanąć w małym rozkroku i lekko unieść ręce - jak przy trzymaniu ciężkich walizek. W drugiej - oprzeć ręce na biodrach, jakby tańczyło się krakowiaka. Każdy, kto przyjdzie się zmierzyć, musi się rozebrać do bielizny osobistej. Z szatni przechodzi bezpośrednio do komory skanującej. Osoby, które wykonują pomiary, nie widzą osoby mierzonej - zastrzega dr Mielicka.

Proporcje i wymiary ciała są związane z warunkami życia, a te są różne w zależności od regionu Polski. Dlatego planujemy, by ogólnopolskie pomiary były prowadzone przynajmniej w trzech różnych regionach kraju i uwzględniały stopień urbanizacji - duże miasto, małe miasto i wieś - zaznacza dr Mielicka. Zapowiada też, że w badaniach będą uczestniczyły osoby w wieku od 7 do ponad 65 lat. Młodsze dzieci nie będą brane pod uwagę, bo nie byłyby w stanie wytrzymać w bezruchu.

Dr Mielicka przyznaje, że w latach 80. przeprowadzenie takich pomiarów było o wiele łatwiejsze: Można było prowadzić badania w szkołach i zakładach pracy na odgórne polecenie. W tej chwili takiego nakazu nie ma. Na każde badanie trzeba mieć indywidualną zgodę lub akceptację rodziców. Poza tym, okazuje się, że nawet bardzo szczupłe i zgrabne osoby krępują się wejść do kabiny. Mamy więc poważny problem psychologiczny i barierę związaną z akceptacją własnej sylwetki. Tymczasem im więcej osób zechce się zeskanować, tym większą bazę danych naukowcy uzyskają. Dlatego - jak przyznają prowadzący badania - przed realizacją pomiarów ogólnopolskich będą się starali zainteresować problemem media i popularyzować projekt.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF24.pl on Facebook