​Zatopione duże fiaty i odlatujące żurawie. Mateusz Waligóra na Szlaku Wisły

Niedziela, 11 października 2020 (10:07)

Przez Mateuszem Waligórą ostatni etap wyprawy Szlakiem Wisły. Podróżnik od początku września wędruje wzdłuż królowej polskich rzek. W ostatnich dniach przeszedł przez Czerwińsk nad Wisłą, Wyszogród i Płock, po czym dotarł do Dobrzynia, Włocławka i Torunia. "Nie bez powodu mówi się o tym środkowym odcinku Wisły, że jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej dzikich odcinków tej rzeki" - opisuje Waligóra.

W rozmowie z dziennikarzem RMF FM Bartoszem Styrną, Mateusz Waligóra mówi między innymi o ludziach, których spotyka na swojej drodze. W Dobrzyniu, zupełnym przypadkiem, chociaż wielu ludzi twierdzi, że przypadków nie ma, dotarłem do Marii i Grzegorz Ryczkowskich, którzy prowadzą niewielką agroturystykę nad Wisłą. Grzegorz jest jednym z przedstawicieli środowiska "wiślaków", dla których Wisła ma bardzo duże znaczenie. Jest także jedną z osób, które w 2016 roku zebrały się w Warszawie, a następnie dzięki ich staraniom 2017 rok został ogłoszony rokiem Wisły. Grzegorz przypomniał mi też historię, którą słyszałem już w okolicach Sandomierza, jak to w 1979 roku na wysokości Dobrzynia nad Wisłą zatonęła prototypowa barka do przewozu samochodów. Na dno poszło wtedy 50 fiatów 125p i 10 zastaw. Przez wiele lat ta historia sprawiała, że o Dobrzyniu było naprawdę głośno - mówi.

Po wizycie w Dobrzyniu Mateusz Waligóra dotarł na wysokość Włocławka. Nie bez powodu mówi się o tym środkowym odcinku Wisły, aż do Płocka i dalej do Torunia, że jest to jeden z najpiękniejszych i najbardziej dzikich odcinków tej rzeki. Też tak uważam. Nigdy wcześniej w trakcie swojego marszu nie widziałem takiej ilości ptactwa. Chyba najbardziej przemawiające do wyobraźni były odlatujące z Polski żurawie i towarzyszący temu dźwięk - opisuje Waligóra.

Z Włocławka ruszył dalej na północ, w kierunku Torunia. Począwszy od Włocławka poruszałem się już lewym, zachodnim brzegiem Wisły. Przeszedłem przez Nieszawę, a następnie dotarłem do Torunia - miasta słynącego nie tylko z Kopernika czy Pierników, ale też z podróżników. To właśnie tutaj znajduje się jedno z nielicznych, jeśli nie jedyne, Muzeum Podróżników im. Tony’ego Halika. Myślę, że każdy komu podróże są bliskie powinien kiedyś do tego muzeum zajrzeć - powiedział.

Podróżnik mówi nam też o warunkach, jakie przez ostatnie dni miał na trasie. Pogoda na przestrzeni ostatnich dni była w kratkę - począwszy od ulewnych deszczy, przez słońce i silny wiatr. Takie warunki sprawiają, że marsz nie jest nudny. Czasem bywa uciążliwy, ale dzięki temu, że jednego dnia leje deszcz, jesteśmy w stanie docenić to, że kolejnego dnia świeci słońca. Dla mnie to ma olbrzymie znaczenie i wielką wartość - wyjaśnia.

Teraz przed Mateuszem Waligórą - Bydgoszcz, Chełmno, Grudziądz, okolice Kwidzyna, a następnie Tczew i ujście Wisły do Bałtyku. Jak mówi z rozmowie z RMF FM, do celu powinien dotrzeć 17 października, zależy to jednak od pogody.

Specjalista od długich wędrówek

Mateusz Waligóra teraz idzie przez całą Polskę, ale w ostatnich latach specjalizował się w wyczynowych wyprawach w najbardziej odludne miejsca planety. Na koncie ma rowerowy trawers najdłuższego pasma górskiego świata - Andów, samotny rowerowy przejazd najtrudniejszą drogą wytyczoną na Ziemi - Canning Stock Route w Australii Zachodniej, samotny pieszy trawers największej solnej pustyni świata - Salar de Uyuni w Boliwii oraz pierwsze samotne przejście mongolskiej części pustyni Gobi.

W wędrówkę wzdłuż najdłuższej polskiej rzeki wyruszył na początku września z trójstyku granic Polski, Czech i Słowacji. Jednym z celów wyprawy jest rekonesans, który pozwoli wytyczyć Szlak Wisły, łączący południe Polski z północą. Byłby to pierwszy długodystansowy polski szlak pieszy od gór do morza.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Bartosz Styrna

Adam Zygiel