Zaginął podchorąży z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni

Środa, 19 lutego 2014 (10:55)
Aktualizacja: Środa, 19 lutego 2014 (11:58)

Policjanci i rodzina poszukują podchorążego z Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni. Paweł Głąb - student trzeciego roku, a zarazem kandydat na zawodowego żołnierza, zaginął w weekend. Teren uczelni opuścił bez zgody przełożonych.


Jeszcze w sobotę o godzinie 21, kiedy na uczelni sprawdzano obecność studentów, podchorąży Paweł Głąb był na miejscu.

Pracownicy Akademii Marynarki Wojennej w Gdyni rozmawiali z innymi studentami, kontaktowali się też z rodziną podchorążego. Nie udało im się jednak dowiedzieć niczego o losie mężczyzny.

Postanowiliśmy powiadomić o sprawie Żandarmerię Wojskową, która ma siły i środki do tego, aby go poszukiwać i ustalić miejsce pobytu. To jest istotne, bo student może zaprzepaścić swój dotychczasowy dorobek. Zgodnie z przepisami, po 3 dniach nieusprawiedliwionej nieobecności, powinien zostać zwolniony z kandydackiej służby. To jest  jednoznaczne z tym, że jest zwolniony również ze studiów - tłumaczy Wojciech Mundt rzecznik Akademii Marynarki Wojennej.

W przypadku wyrzucenia z uczelni student będzie musiał zapłacić za naukę. W grę może wchodzić kilkadziesiąt tysięcy złotych.

To pierwszy przypadek zaginięcia studenta w historii uczelni. Do tej pory nigdy taka sytuacja nie miała miejsca. Władze są bardzo zaniepokojone nieobecnością studenta i tym, że samowolnie oddalił się z terenu jednostki. Kandydaci na żołnierzy zawodowych mogą opuszczać uczelnie na podstawie przepustek, za zgodą przełożonych. Zwłaszcza w weekendy nie ma z tym żadnego problemu. Podchorąży nie miał zgody na takie wyjście w sobotę, stąd też cała procedura - dodaje rzecznik.

Pochodzącego z Krynicy Zdroju podchorążego poszukują także policjanci. W Krakowie zawiadomienie o zaginięciu złożył brat. Sprawa została przekazana do Gdyni. Rodzina straciła kontakt z zaginionym 15 lutego. Teraz policjanci sprawdzają rodzinne kontakty, kontakty na uczelni. Sprawdzamy szpitale, wykonujemy rutynowe czynności, które trzeba przeprowadzić. Wiemy, że brat zaginionego na własną rękę ustalił, że jedna z kasjerek na dworcu w Warszawie, mogła go widzieć. To nie jest jeszcze potwierdzona informacja, ale sprawdzamy ją - powiedział RMF FM Michał Rusak z Komendy  Miejskiej Policji w Gdyni.    

Według rodziny zaginiony podchorąży nie miał powodów by uciekać z uczelni. Na pewno nie zastanawiał się nad rezygnacją ze studiów. Wręcz przeciwnie. Był bardzo zainteresowany Marynarką. Za pół roku miał pisać pracę inżynierską i zdobyć pierwsze awanse. Był też świadomy tego co mu grozi za nieprzestrzeganie regulaminu wojskowego - twierdzi  Marcin Głąb, brat zaginionego. 



Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Kuba Kaługa