​Wyszła z aresztu i rozkręciła nowy, finansowy przekręt. Śledczy nic nie wiedzieli

Sobota, 15 stycznia (15:00)

Czy przez błąd prokuratury kobieta stojąca za jednym przekrętem finansowym, mogła zorganizować drugi i kolejny raz wyłudzić miliony złotych? Prokuratura Regionalna w Gdańsku prowadzi śledztwo dotyczące oszustw na ogromne kwoty. Główna podejrzana rozkręciła proceder po wyjściu z aresztu tymczasowego, do którego trafiła... jako organizatorka podobnego przekrętu. Straty liczone są w milionach złotych. Prokuratura nie widzi problemu.

W działalności Magdaleny S. sporo jest zaskakujących faktów i szokujących przypadków. Prokuratora Regionalna w Gdańsku prowadzi kolejne śledztwo dotyczące przestępstw finansowych, za którymi stoi właśnie Magdalena S.

Co ciekawe, doszło do nich po tym, jak po niespełna dwóch latach kobieta opuściła areszt tymczasowy w związku z bardzo podobną sprawą. S. wyłudzała duże kwoty pieniędzy w oparciu o podobny schemat, jaki teraz znów badają śledczy. Co ważne, za wyjściem kobiety z aresztu nie stała decyzja sądu. To prokuratura nie wniosła o przedłużenie tymczasowego aresztowania. Uznała, że tak zwane wolnościowe środki zapobiegawcze będą wystarczające. 

Z wyłudzonych pieniędzy miał powstać dom starości

Na wstępie musimy cofnąć się do początku listopada 2021 roku. Wtedy to Prokuratura Regionalna w Gdańsku poinformowała, że wysłała do sądu akt oskarżenia w sprawie wyłudzeń pożyczek na kwotę około 50 milionów złotych.

Główną podejrzaną, zarazem organizatorką wyłudzeń była Magdalena S. Chodziło o ponad 400 umów zawartych w latach 2009-2013. Pieniądze z banków i innych instytucji finansowych pobierały osoby podstawione przez Magdalenę S. Dla siebie miały zatrzymywać niewielką część pożyczonej kwoty, resztę pieniędzy przekazywały kobiecie. Fundusze miały zostać przeznaczone na budowę tak zwanego domu spokojnej starości, który miał stanąć niedaleko Bydgoszczy.

Pożyczki - zgodnie z obietnicą - spłacać miała Magdalena S. Osoby biorące na siebie kredyty w zamian za tak nietypową pomoc miały otrzymać możliwość pracy w tym ośrodku. Z czasem Magdalena S. przestała spłacać zobowiązania, a dom spokojnej starości nigdy nie powstał.

W całej sprawie oskarżonych zostało w sumie 10 osób, a Magdalenie S. grozi za to do 15 lat więzienia. Proces jeszcze się nie rozpoczął.

Prokuratura informując o tej sprawie, pominęła jednak fakt, że gdy kierowała do sądu ten akt oskarżenia, badała już inną działalność Magdaleny S. Nie wspomniała też o tym, że kobieta została niedawno kolejny raz tymczasowo aresztowana w związku z zupełnie nowym śledztwem. Innymi słowy - śledczy chwalili się efektami swojej pracy, zatajając informacje o kolejnych przestępstwach podejrzanej Magdaleny S. A zasadne jest pytanie: czy doszłoby do nich, gdy wcześniej, w śledztwie podejmowane były inne decyzje?

Magdalena S. ma na koncie więcej spraw o wyłudzenia

Przypomnijmy. Jest końcówka kwietnia 2015 roku. Po prawie 2 latach Magdalena S., wcześniej posługująca się innym nazwiskiem, także na literę S., wychodzi z aresztu tymczasowego. Prokurator badający sprawę wyłudzeń kredytów, którymi miała kierować, nie widzi potrzeby, aby Magdalena S. nadal była izolowana. I co zastanawia, nie zatrzymuje jej paszportu, nie daje zakazu opuszczania kraju. Stosuje jedynie tak zwany dozór policyjny.

Z nieoficjalnych informacji RMF FM wynika, że kobieta tylko początkowo się na nim stawiała. Później miała zasłaniać się między innymi stanem zdrowia. Mimo to nie zaostrzono w żaden sposób i tak łagodnych środków zapobiegawczych stosowanych wobec niej.

Sprawę prowadzą jeszcze wtedy jednostki prokuratury niższego szczebla podlegające pod tak zwaną apelację gdańską. Po zmianach w wymiarze sprawiedliwości będzie to teren Prokuratury Regionalnej w Gdańsku, która przejmie to śledztwo, a po latach prowadzić będzie równolegle dwa postępowania przeciwko Magdalenie S. Za oba z resztą odpowiadać będzie ten sam śledczy.

Już w 2017 roku Magdalena S. ponownie zaczyna wyłudzać kredyty i pożyczki. W tym czasie trwa przeciw niej śledztwo. Podobnie jak w poprzednich latach centrum jej działalności pozostaje Bydgoszcz i województwo kujawsko-pomorskie. Skala jest jednak dużo większa, bo kobieta działała także na Pomorzu i Mazowszu oraz na terenie województw: warmińsko-mazurskiego, podkarpackiego, śląskiego, dolnośląskiego, wielkopolskiego i łódzkiego.

Nowe przekręty. Wyłudzenia na przychodnie

Tym razem Magdalena S. kusiła ludzi inwestycjami w sieć przychodni zdrowia powstającą w różnych miastach, a także w sprzęt medyczny. Na potrzeby uwiarygodnienia całej sprawy zainteresowanym pokazywała jedną z funkcjonujących już przychodni w Warszawie.

Przychodnia była, widziałem. Lekarze przyjmowali, była strona internetowa. Kontrakt z NFZ był. Koordynator medyczny, który załatwiał wszystkie sprawy z NFZ był. Był menager zarządzający tymi wszystkimi przychodniami - opowiada nam osoba, która wspólnie z Magdaleną S. odwiedziła w celach biznesowych warszawską placówkę.

Magdalena S. tłumaczyła potencjalnym klientom, że w związku z tym, że biznes dopiero się rozkręca, potrzebuje pieniędzy. Wchodzące w układy z nią osoby brały szereg pożyczek gotówkowych, w różnych bankach. 10 proc. wysokości wziętych kredytów zatrzymywały dla siebie, resztę w gotówce przekazywały Magdalenie S. lub jej najbliższym współpracownikom. Przeważnie po kilku miesiącach Magdalena S. przestawała spłacać pożyczki, a osoby, które je zaciągnęły pozostawały z długami.

Jak działał mechanizm wyłudzania kredytów? Zdążyć przed BIK

Jak to jednak możliwe, że młode osoby, często bez dużej zdolności kredytowej, były w stanie brać z banków wysokie kredyty konsumpcyjne, często sięgające w sumie setek tysięcy złotych?

Według naszych nieoficjalnych ustaleń, ważną rolę odgrywała współpracowniczka Magdaleny S., prywatnie bliski członek rodziny jednego z prokuratorów pracujących w województwie kujawsko-pomorskim, a zawodowo pośredniczka finansowa.

Kobieta, wraz z podstawionymi przez Magdalenę S. lub jej współpracowników osobami - słupami, odwiedzała w bardzo krótkich odstępach czasu szereg placówek bankowych w centrum Bydgoszczy. Wcześniej starannie przygotowywano wszystkie dokumenty, potrzebne do wzięcia kredytów. Bywało tak, że Magdalena S. sama spłacała czyjeś dawne zobowiązania, by zwiększyć jego zdolność kredytową przy zaciąganiu nowych.

Planując wizyty w bankach, liczyła się kolejność i tempo. Szereg kredytów brano w odstępie kilkudziesięciu minut w różnych placówkach. Chodziło o to, by Biuro Informacji Kredytowej, w których sprawdzany jest każdy pożyczkobiorca, nie mogło nadążyć z aktualizowaniem informacji w systemie o danym "słupie".

Pieniądze wyłudzane w ten sposób miały posłużyć do rozbudowy sieci prywatnych przychodni. Te powstawać miały między innymi w Warszawie i Trójmieście, ale nie tylko.

Dodatkowo Magdalena S. namawiała na inwestowanie w służący do diagnostyki sprzęt medyczny, który miał być rzekomo leasingowany. W rzeczywistości - według naszych ustaleń - sprzęt nigdy nie miał być kupiony, a banki wprowadzano w błąd między innymi korzystając z podrobionych dokumentów i sfałszowanych certyfikatów dotyczących sprzętu. Leasingobiorcami miały być skupowane przez Magdalenę S. - w dokumentach rejestrowane także na nazwiska słupów - wcześniej upadłe spółki.

Rok zwłoki?

W tej sprawie prokuratura dostała zawiadomienie w lutym 2020 roku. Złożył je jeden z banków. Trafiło one do Torunia. Dopiero po roku śledztwo przejęła Prokuratura Regionalna w Gdańsku, a sprawę przydzielono temu samemu śledczemu, który wyjaśniał już sprawę wyłudzeń związanych z rzekomą budową domu spokojnej starości.

Magdalena S. została wtedy zatrzymana i tymczasowo aresztowana. Prokuratura nie udziela szczegółowych informacji w tej sprawie. Do działań śledczych wrócimy w dalszej części materiału.

Dużo pytań, mało odpowiedzi

Na razie nie wiadomo, ile instytucji finansowych czy banków zostało pokrzywdzonych w tej sprawie, ani jaka może być skala ich strat. Nie wiadomo też, ile straciły osoby, które dały się namówić na wzięcie kredytów - niezależnie od tego, czy wiedziały, czy też nie wiedziały, że biorą udział w przestępstwie.

Według naszych nieoficjalnych informacji, jedną z podejrzanych, które usłyszały zarzuty w tym śledztwie, jest osoba znana między innymi z ekranów telewizji publicznej, wykonująca pracę polegającą na zadawaniu z mikrofonem w ręce pytań przeróżnym osobom.

Magdalena S. - sprytna, cwana, wpływowa

Nasi rozmówcy opisują Magdalenę S. jako osobę wyjątkowo sprytną i cwaną. To była osoba sprawiająca wrażenie kogoś majętnego, wpływowego. Potrafiła zjednywać sobie ludzi, przekonywać do siebie, potrafiła pomagać w różnych kłopotach, także finansowo, nawet gdy chodziło o duże kwoty pieniędzy. Niby nie chciała nic w zamian, ale potrafiła owinąć sobie kogoś wokół palca. Niektórzy bardzo długo nie zdawali sobie sprawy z tego, że biorą udział w jakimś przekręcie. Trudno mi też uwierzyć w to, że to wszystko było możliwe bez wtyk w bankach i w prokuraturze - mówi nam jeden z informatorów w tej sprawie.

Z naszych informacji wynika także, że Magdalena S., zanim została ponownie tymczasowo aresztowana, wielokrotnie wyjeżdżała z Polski. Najczęstszym celem jest podróży miała być jedna z wysp na Morzu Śródziemnych.

Prokuratura nie zdradza szczegółów. "Nagranie godzące w dobro"

Prokuratura Regionalna w Gdańsku o sprawie informuje bardzo ostrożnie i powołując się na dobro śledztwo udziela bardzo skąpych informacji.

Magdalena S. w postępowaniu jest podejrzaną. Przedstawiono jej zarzuty dotyczące założenia i kierowania grupą przestępczą, oszustw na szkodę instytucji finansowych oraz prania pieniędzy. Na wniosek prokuratora została tymczasowo aresztowana i aktualnie przebywa w areszcie śledczym. Łącznie w sprawie postanowienia o przedstawieniu zarzutów wyłudzania usług leasingowych oraz kredytów, udziału w zorganizowanej grupie przestępczej a także prania pieniędzy wydano wobec 13 podejrzanych. Z ustaleń postępowania wynika, że podejrzana i współpracujące z nią osoby tworzyły fikcyjne spółki, które miały pozorować działalność medyczną w celu wyłudzania usług leasingu na sprzęt medyczny. Tylko w jednym przypadku grupa przejęła funkcjonującą przychodnię, która w krótkim czasie zaprzestała działalności i służyła tylko do wyłudzania leasingu - pisze w odpowiedzi na pytania RMF FM Marzena Muklewicz, rzecznik prasowa Prokuratury Regionalnej w Gdańsku.

Na wiele z zadanych w tej sprawie pytań śledczy nam jednak nie odpowiedzieli.

Śledztwo pozostaje nadal w toku, w dalszym ciągu wykonywane są czynności procesowe i gromadzony jest materiał dowodowy w związku z czym, ze względu na dobro postępowania i planowane czynności, nie jest możliwe udzielenie bardziej szczegółowych informacji o sprawie - napisała Muklewicz.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku odmówiła nam nagrania do mikrofonu w tej sprawie, a także odpowiedzi na wiele pytań. Chcieliśmy m.in. poznać okoliczności uchylenia tymczasowego aresztowania i rozliczania Magdaleny S. z dozoru policyjnego. Chcieliśmy zapytać o to, czy w śledztwie zarzutami objęto bliskiego członka rodziny któregokolwiek z prokuratorów pracujących w jednostkach podległych pod Prokuraturę Regionalną w Gdańsku, albo o to, co działo się w tym śledztwie, zanim trafiło ono formalnie do Gdańska.

Z prokuraturą od listopada wymienialiśmy korespondencję, chcieliśmy także umówić się na spotkanie i nagranie. Niestety śledczy odmówili. 

Uprzejmie wskazuję, iż w sprawach, których dotyczą Pana pytania m.in.  skierowany został do Sądu akt oskarżenia. Przewód sądowy nie został jeszcze rozpoczęty i dowody w sprawie nie zostały jeszcze ujawnione przed Sądem. W kolejnej sprawie postępowanie pozostaje w toku i aktualnie wykonywane są intensywne czynności procesowe. Z tych względów nie ma możliwości udzielenia szczegółowych informacji o sprawach. Ujawnienie szczegółów z ustaleń procesowych mogłoby bowiem godzić w dobro postępowań. Z tych samych względów nie jest zasadne udzielanie przez rzecznika prasowego wypowiedzi dla mediów. Z uwagi na etap śledztw i trwające czynności procesowe, wypowiedzi przedstawiciela Prokuratury prowadzącej śledztwo oraz będącej stroną w postępowaniu sądowym, nie służyłyby dobru postepowań - tłumaczy Marzena Muklewicz.

Wskazuję nadto, że w momencie, gdy Prokuratura powzięła informację o niestosowaniu się przez podejrzaną do orzeczonych wobec niej środków zapobiegawczych podjęto czynności poszukiwawcze, które doprowadziły do ujęcia podejrzanej wobec, której od czerwca 2021 roku stosowany jest środek zapobiegawczy w postaci tymczasowego aresztowania. - informuje w tym samym piśmie Muklewicz, nawiązując do pytań o realizację dozoru policyjnego Magdaleny S.

Prokuratura Regionalna w Gdańsku nie podała nam jednak szczegółów dotyczących tego, jak często stosowany był dozór, do kiedy Magdalena S. się na nim stawiała, kiedy śledczy dowiedzieli się, że tego nie robi, albo tego, czy weryfikowany był stan zdrowia Magdaleny S. Z powyższej odpowiedzi prokuratury, trudno też wywnioskować, czy Magdalena S. została ponownie aresztowana, bo nie stawiała się na dozór policyjny, czy jednak dlatego, że znów usłyszała zarzuty związane z wyłudzeniem pieniędzy na dużą skalę.

Prokuraturę Regionalną w Gdańsku zapytaliśmy także o to, jak wyglądał nadzór nad śledztwami i czy np. ktoś weryfikował decyzje podejmowane w tej sprawie w jednostkach prokuratury niższego szczebla lub kontrował akta związane z Magdaleną S.

Uprzejmie informuję, iż jak ustalono, ówczesna Prokuratura Apelacyjna w Gdańsku nie sprawowała zwierzchniego nadzoru nad postępowaniem dot. m.in. Magdaleny S. prowadzonym przez Prokuraturę Okręgową w Bydgoszczy. Prokuratura Regionalna w Gdańsku natomiast przejęła tę sprawę do dalszego prowadzenia w roku 2016, kiedy doszło do zmiany struktury organizacyjnej prokuratury i powstaniem prokuratur regionalnych - informuje Muklewicz, wskazując przepisy, na podstawie których śledztwo z klucza musiało zostać przeniesione do Prokuratury Regionalnej.

Z podobnego powodu do Gdańska trafiło drugie, trwające jeszcze śledztwo dotyczące Magdaleny S. Również w zakresie aktualnie prowadzonego śledztwa -  w związku z jego rozwojem - zostało ono przejęte do prowadzenia przez Prokuraturę Regionalną w Gdańsku z Prokuratury Okręgowej w Toruniu ze względu na charakter sprawy, stopień jej skomplikowania oraz wysokość szkody, która zgodnie z obowiązującymi przepisami determinuje prowadzenie jej przez Prokuraturę Regionalną - przekazuje Marzena Muklewicz.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Monika Kamińska

Kuba Kaługa