Wymachiwał nożem, nie reagował na strzały. Nowe fakty ws. dramatycznego zatrzymania w Sosnowcu

Poniedziałek, 31 października 2016 (09:58)

Napaść na policjanta - to jeden z zarzutów, jaki najprawdopodobniej usłyszy nożownik z Sosnowca. W czasie wczorajszej dramatycznej akcji zatrzymania go policjanci oddali strzały. Mężczyzna trafił do szpitala z ranami nóg. To, kiedy zostanie przesłuchany, zależy od lekarzy. Na razie rannego pilnują w szpitalu funkcjonariusze.

Zatrzymanie miało dramatyczny przebieg. Policja dostała anonimowe zgłoszenie o mężczyźnie, który na ulicy wymachuje nożem. Najpierw pojechał tam jeden patrol. Mężczyzna był agresywny i bardzo pobudzony. Wymachiwał nożem i rzucał kamieniami, zranił przy tym policjanta, uszkodził też radiowóz. Dlatego na miejscu pojawiły się dwa kolejne patrole. Napastnik próbował wtedy zranić nożem funkcjonariusza.

Najpierw policjanci oddali aż 18 strzałów z broni gładkolufowej - ale mężczyzna mimo urazów nie reagował i nadal był agresywny. Nie pomogło też użycie gazu łzawiącego. Wtedy policjanci zaczęli strzelać ostrą amunicją, padło kilka strzałów. Dwa pociski zraniły napastnika w nogi. Dopiero wtedy udało się go obezwładnić.

Badanie krwi wykaże, czy mężczyzna pił alkohol lub brał jakieś środki odurzające - powiedziała reporterowi RMF FM Marcinowi Buczkowi Sonia Kepper z sosnowieckiej policji.

Za napaść na policjanta grozi do 10 lat więzienia.


(edbie)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marcin Buczek