Warszawski sąd odrzuca argumenty ministra Zbigniewa Ziobro. Chodzi o dewastację grobu Bieruta

Piątek, 5 sierpnia 2016 (14:50)
Aktualizacja: Piątek, 5 sierpnia 2016 (19:55)

Warszawski sąd miażdży argumenty ministra sprawiedliwości i prokuratora generalnego Zbigniewa Ziobro w sprawie namalowania na nagrobku Bolesława Bieruta czerwonej gwiazdy i napisu "Kat" oraz "Morderca". W ostatni poniedziałek policja zatrzymała na gorącym uczynku sprawców tego czynu: 49-letnią Monikę S. i 24-letniego Janusza W. Kiedy trafili do komendy policji, w ich sprawie interweniował minister. Kazał zwolnić zatrzymanych. Kobieta i mężczyzna zostali jedynie przesłuchani w "charakterze świadków".

W piątek Sąd Rejonowy dla Warszawy-Żoliborza uznał, że zatrzymanie 49-latki oraz 24-latka przez policję było i legalne, i zasadne. Policjanci - wbrew temu co mówi minister sprawiedliwości, prokurator generalny Zbigniew Ziobro - mieli prawo obawiać się, że sprawcy będą chcieli zacierać ślady. Dlatego zgodnie z prawem, mogli zatrzymać obie osoby na komisariacie na 48 godzin.

Zatrzymanie było zasadne, legalne oraz prawidłowe w ustalonych okolicznościach faktycznych - tłumaczy rzeczniczka Sądu Okręgowego w Warszawie Ewa Leszczyńska-Furtak. Jakkolwiek zdaniem sądu nie zachodziła obawa ukrycia się osób zatrzymanych, to w zastanej sytuacji policjanci mieli podstawy przypuszczać, że popełniono przestępstwo oraz uznać, że zachodzi obawa zacierania jego śladów - dodała. Podkreśliła, że czas zatrzymania sąd uznał za "konieczny do wykonania niezbędnych czynności".

W piątek sąd nie orzekał o winie dotyczącej samego czynu, czyli pomalowania grobu Bolesława Bieruta. Decydował tylko, czy policjanci mieli prawo zatrzymać sprawców. Piątkowym orzeczeniem sąd przyznał rację funkcjonariuszom.

Zatrzymanie było zgodne z prawem, ale prawo daje również inne możliwości - tak decyzję warszawskiego sądu komentuje wiceszef MSWiA Jarosław Zieliński, odpowiedzialny za policję. Można dyskutować, czy nie można było postąpić inaczej. Spisać te osoby. Wylegitymować je i wypuścić na wolność - tłumaczy.

Jarosław Zieliński podkreśla, że zatrzymanie dwóch osób, to tylko jeden wątek sprawy. Jak dodaje, emocje, które towarzyszyły sprawcom, w pełni rozumie - chociaż jego zdaniem - powinny zostać wyrażone w inny sposób.

Prokuratura Krajowa odnosi się doniesień ws. incydentu na Powązkach

W komunikacie Prokuratury Krajowej przekazanej w piątek wieczorem podkreślono, że decyzja sądu, który uznał zatrzymanie sprawców za zasadne, dotyczy wyłącznie zażaleń złożonych przez ich pełnomocnika, który w odróżnieniu od Prokuratora Generalnego kwestionował zatrzymanie. "Minister Sprawiedliwości Prokurator Generalny Zbigniew Ziobro nie kwestionował zasadności samego zatrzymania i przesłuchania osób, które 1 sierpnia tego roku namalowały na nagrobku Bolesława Bieruta na warszawskich Powązkach napis "Kat". Gwarantował, że dalsze postępowanie będzie prowadzone rzetelnie" - czytamy.

"Dzień po incydencie na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie Prokurator Generalny podjął interwencję mającą jedynie na celu skrócenie dalszego okresu przetrzymywania sprawców z uwagi na to, że po ich przesłuchaniu prokuratorzy nie widzieli powodu przetrzymywania ich przez kolejne ponad 24 godziny" - napisano w komunikacie. "Należy też zwrócić uwagę, że z uzasadnienia decyzji Sądu nie wynika, iż wypuszczenie sprawców było przedwczesne. Decyzja Prokuratora Generalnego jedynie istotnie skróciła czas zatrzymania i nie była przedmiotem oceny, a tym bardziej krytyki Sądu" - podkreślono w komunikacie. I jak dodano: minister uznał, że dalsze przetrzymywanie sprawców było niezasadne, bowiem ustalono ich tożsamość, nie było obawy, że będą się ukrywać, nie stanowią zagrożenia dla bezpieczeństwa publicznego, a ich czyn nie jest zagrożony wysoką karą.

Do zatrzymania Moniki S. oraz Janusza W. doszło na początku tygodnia. Stało się to niedługo po zakończeniu odbywających się na Powązkach uroczystości 72. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. To wtedy zauważono zniszczenia nagrobka Bolesława Bieruta. Przy kobiecie i przy mężczyźnie znaleziono czerwony spray. Zatrzymani trafili do komendy rejonowej policji na Bielanach.

(ug)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM/PAP