Bez incydentów zakończył się protest związkowców z "Solidarności" w Warszawie. Ulicami miasta przeszło według policji kilkanaście tysięcy osób. W Kancelarii Premiera demonstranci złożyli petycję adresowaną do Donalda Tuska. Związkowcy chcą m.in. podwyższenia płacy minimalnej do wysokości 50 procent przeciętnego wynagrodzenia.

W południe na placu Piłsudskiego demonstrację rozpoczęły przemówienia przywódców związkowych; pierwszy wystąpił Janusz Śniadek. Po godz. 13 demonstranci ruszyli w miasto.

Przeszli ulicami: Królewską, Nowy Świat, przez Rondo de Gaulle'a do Placu Trzech Krzyży i dalej Alejami Ujazdowskimi. W Kancelarii Premiera złożyli petycję, adresowaną do szefa rządu. Donald Tusk przyznał, że manifestację przyjmuje z "zupełnym spokojem". Rządzenie, to także demonstracje i spór, ale damy sobie z tym radę. Będziemy konsekwentnie robili to, co sobie

założyliśmy - zaznaczył szef rządu, którego nie było w Kancelarii bo, wspólnie z Bogdanem Klichem, wyruszył do Redzikowa, miejsca, gdzie staną elementy amerykańskiej tarczy antyrakietowej:

Demonstracja zakończyła się w okolicach Belwederu około godz. 16.00. Porządku pilnowało ok. tysiąca związkowców, tworzących związkową służbę porządkową. Zobacz dokładny przebieg trasy przemarszu:

Demonstracja była głośna i donośna. Związkowcy przywieźli ze sobą między innymi gwizdki, trąbki, petardy. Nad zebranym tłumem powiewały tysiące białych flag z czerwonym napisem „Solidarność”. Związkowcy mieli także transparenty z nazwami regionów, z których przyjechali. Na ich tle wyróżniali się manifestanci ze Śląska - ci przywieźli ze sobą specjalnie przygotowane na tę okazję flagi w kształcie husarskich skrzydeł.

Demonstranci mieli ze sobą także wózki z produktami, jakie można kupić za minimalne wynagrodzenie (1126 zł brutto), a także skrzynie, do których można było wrzucać symboliczny grosz na emeryturę.

Zapałów demonstrantów – jak przekonał się reporter RMF FM Paweł Świąder – nie studził nawet padający w Warszawie deszcz:

Wyruszyli w bojowych nastrojach

Najliczniejszą grupą manifestantów była reprezentacja regionu śląsko-dąbrowskiego, w sumie około dwunastu tysięcy osób. Ze Śląska wyjechało około dwustu autokarów; część demonstrantów dotarła do Warszawy specjalnymi pociągami.

Na dworcu w Katowicach, skąd odjechali związkowcy, panował iście bojowy nastrój. Będziemy się starać zamanifestować porządnie, ostro, ale nie za bardzo - powiedział reporterowi RMF FM Marcinowi Buczkowi jeden z wybierających się do Warszawy uczestników demonstracji.

Prawie trzy tysiące związkowców przyjechało z Lubelszczyzny. Wachlarz zawodów był szeroki - od służby zdrowia po kolejarzy i pracowników pomocy społecznej. Cel ten sam: godziwe pensje. Z wyjeżdżającymi na manifestację rozmawiał reporter RMF FM Krzysztof Kot.