W wybuchu gazu zginęła 8-osobowa rodzina. Mija rok od katastrofy w Szczyrku

Piątek, 4 grudnia 2020 (09:30)
Aktualizacja: Piątek, 4 grudnia 2020 (12:09)

Do 5 kwietnia przyszłego roku przedłużone zostało śledztwo w sprawie ubiegłorocznego wybuchu gazu w Szczyrku. Taką decyzje podjęła prokuratura. Wybuch zmiótł z powierzchni ziemi dom, a pod gruzami zginęła 8-osobowa rodzina. Wieczorem w Szczyrku odprawiona zostanie msza święta w intencji ofiar i ich bliskich. Dziś, 4 grudnia, mija dokładnie rok od tej tragedii.

Dziś w miejscu, gdzie jeszcze przed rokiem stał dom rodziny Kaimów, plac jest teraz zupełnie pusty, wszystko zostało zrównane z ziemią. Wywożenie gruzów i porządkowanie po katastrofie zajęło około dwóch miesięcy.

Teraz teren jest ogrodzony, widać, że ogrodzenie powstało stosunkowo niedawno. Za nim rząd równo wsadzonych krzewów i kilku drzew, i dwie pary starych, zużytych nart opartych o ogrodzenie. Nic nie zdaje się wskazywać, że jeszcze rok temu, o poranku 4 grudnia stał tu dwupiętrowy dom. Poza jednym. Na ogrodzeniu zawieszono, najpewniej odnalezioną gdzieś już po katastrofie, starą nieco nadpaloną niebieską tablicę z napisem Józef Kaim-warsztat narciarski.

Tragedia w Szczurku. W wybuchu zginęła rodzina

Do wybuchu doszło 4 grudnia 2019 roku wieczorem. Zginęło osiem osób - wszyscy, którzy byli wtedy w budynku.

Śledczy potwierdzili, że istniał związek między wybuchem gazu a pracami budowlanymi, jakie prowadzone były pod ulicą. Jak informowała wówczas prok. Agnieszka Michulec, podczas oględzin georadarem zlokalizowane zostało miejsce przerwania gazociągu. Później zostało one odsłonięte.


Trzy osoby odpowiedzialne za prowadzenie tych prac usłyszały zarzuty, jedna nadal jest tymczasowo aresztowana. Trzem kolejnym osobom także postawiono w tym śledztwie zarzuty, ale wykryte przez śledczych nieprawidłowości nie miały bezpośredniego wpływu na katastrofę.


Prokuratura chce kolejnego przedłużenia aresztu tymczasowego dla jednego z podejrzanych w sprawie ubiegłorocznej katastrofy w Szczyrku. Wniosek został już przygotowany, sąd apelacyjny w Katowicach ma podjąć decyzję do 12 grudnia.

Trzem osobom zarzucono zaniedbania  wtej sprawie. Przede wszystkim, jak usłyszał Marcin Buczek od prokuratora, nie było zgody na wykonywanie w tym  miejscu podziemnego przewiertu. Burmistrz Szczyrku zgodził się tylko na robienie wykopu. Po drugie, ponieważ w pobliżu jest gazociąg prace powinny być wykonywane pod nadzorem gazowników. A nie były.

Wreszcie w czasie wykonywania przewiertu najpierw doszło do uszkodzenia wodociągu. To ważne, bo okoliczni mieszkańcy zgłosili tym, którzy tam wówczas pracowali problemy z wodą. Wtedy można było jeszcze przerwać prace, żeby sprawdzić czy w tym miejscu nie ma innych podziemnych instalacji. Ale prac nie przerwano, wiercenie trwało dalej i niebawem uszkodzono gazociąg. Dosłownie kilka minut później była eksplozja.


Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Marcin Buczek

Sara Bounaoui