W Polsce mamy ponad 800 "bomb ekologicznych". Ich lokalizacje zostaną tajne?

Piątek, 2 kwietnia (08:51)

Mamy w Polsce 818 tzw. "bomb ekologicznych" i miejsc nielegalnego składowania odpadów (stan na 25 marca). Już w ubiegłym roku mówiła o tym Hanna Kończal z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska podczas Obrad Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych. Gdy o szczegółowe dane wystąpiliśmy do Ministerstwa Klimatu i Środowiska, któremu podlega GIOŚ, odmówiło nam dostępu do listy tych miejsc.

Przedstawicielka Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska, Hanna Kończal w listopadzie ubiegłego roku poinformowała podczas Obrad Komisji Ochrony Środowiska, Zasobów Naturalnych, że w naszym kraju mamy 768  tzw. "bomb ekologicznych" i miejsc nielegalnego składowania odpadów. Do 25 marca 2021 roku liczba ta wzrosła do 818 lokalizacji. Gdy wystąpiliśmy o udostępnienie listy tych miejsc,  Ministerstwo Klimatu i Środowiska, któremu podlega GIOŚ,  odmówiło nam dostępu do tych danych.

Wiadomo, że szacunkowo w miejscach określanych mianem "bomb ekologicznych" (różnej skali) znajduje się prawie 4 mln ton odpadów (3,87 mln ton). W 246 przypadkach sprawy dotyczą  gromadzenia odpadów niebezpiecznych, w 140  mieszaniny odpadów niebezpiecznych i innych niż niebezpieczne i w 432 - odpadów innych niż niebezpieczne.

Na podstawie ustawy o udostępnianiu informacji o środowisku i jego ochronie, udziale społeczeństwa w ochronie środowiska oraz o ocenach oddziaływania na środowisko, wystąpiliśmy do resortu środowiska o listę miejsc określanych jako bomby ekologiczne.

Brak dostępu do danych. To wewnętrzny dokument

Niestety ministerstwo odmówiło nam danych. Dlaczego? Bo jak twierdzi, Aleksander Brzózka rzecznik prasowy Ministerstwa Klimatu i Środowiska resort: To jest wewnętrzny dokument opracowany przez Główny Inspektorat Ochrony Środowiska.

Można powiedzieć tajny, bo resort nie chcecie nam go pokazać. Choć rzecznik, zapewnia, że nie należy w tym kontekście używać słowa "tajny", bo nie chodzi tutaj o klauzulę tajności, a raczej charakter dokumentu, który jest wewnętrznym opracowaniem GIOŚ.

Lista z lat 90. w dużej mierze aktualna

Wzięliśmy więc pod lupę pierwszą tego typu listę, transparentnie opublikowaną w 1990 roku w "Rzeczpospolitej". To tzw. "Lista 80" największych trucicieli w kraju. Była wynikiem uzgodnień stolika ekologicznego okrągłego stołu. Znajdowało się na niej 80 zakładów najbardziej szkodzących środowisku. (Wybrane przykłady znajdziecie poniżej)

Według prof. Mariusz Czop z Wydziału Geologii, Geofizyki i Ochrony Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie mimo że niektóre zakłady już nie istnieją, to lista w dużej mierze jest aktualna.

Wymieniono na niej zakłady najbardziej wpływające na środowisko, którym udowodniono, że oddziałują nie tylko na powietrze, ale też na zanieczyszczenie gleb, gruntów i wody podziemnych. Później z tej listy skreślano niektóre zakłady, za to, że np. ograniczały swoją emisję i w pierwszym dziesięcioleciu lat dwutysięcznych lista została "zlikwidowana". W moim rozumieniu ona jest ciągle aktualna. Te obszary należy poddać szczegółowym badaniom i odpowiednim działaniom naprawczym - przyznaje.

Jednocześnie prof. Czop dodaje, że dzisiaj jest dużo gorzej niż w latach 90 ubiegłego wieku. Lista była wtedy jawna, każdy mógł do niej mieć dostęp, powszechnie dostępna była też informacja o zanieczyszczeniu na tych obszarach, natomiast obecnie te wszystkie informacje są głęboko utajnione. Firmy, które poprzejmowały te obszary i tereny, w ogóle nie chcą udostępniać żadnych danych o środowisku.

Służby ochrony środowiska w sposób nieprawidłowy nadzorują tego typu obiekty i pomijają ważne procesy i zjawiska. Są one absolutnie porażające i pokazują, że przez te 30 lat, zanieczyszczenia się rozprzestrzeniają w środowisku, głównie przez strumień przepływających wód podziemnych i obszar skażony cały czas się powiększa - wyjaśnia prof. Czop.

Jak przyznają mieszkańcy Zgierza i Bydgoszczy od lat walczący o poprawę stanu środowiska. "Lista 80 największych trucicieli" jest im znana. Niestety nie w pełni, bo jakoś dziwnie trudno dotrzeć do informacji z tej listy i wszystkich miejsc, natomiast wiem, że "Zakłady Chemiczne Zachem" na niej były od samego początku. Lista ta powinna istnieć nadal. Wielkim nieporozumieniem jest dla mnie, to że jej nie ma, bo zanieczyszczenia, po tych zakładach istnieją nadal - przyznaje Renata Włazik mieszkanka Bydgoszczy. 

A co zmieniło się po publikacji listy w 1990 roku w Zgierzu? Zmieniło się tylko tyle, że Zakłady Przemysłu Barwników "Boruta" przestały istnieć, a pozostało śmieciowisko, tzw. "Za Bzurą", później osadniki żużli i popiołów, na których zdeponowano wapnie i sole z produkcji kwasów, który zmieniły się po upadku "Boruty" w wielkie bomby ekologiczne - tłumaczy Krzysztof Wojtalik mieszkaniec Zgierz.


To było w PRL-u

Profesor Czop przyznaje, że obszary skażone są dzisiaj znacznie większe niż w latach 90.

W większości przypadków, nowy właściciel takich terenów w ogóle nie poczuwa się do oczyszczania środowiska. Twierdzi wręcz, że nie miał wpływu na skażenie środowiska, bo to było w PRL-u. Mało tego twierdzi, że nie zanieczyścił środowiska, bo największe zanieczyszczenia były w PRL-u i próbuje przerzucić odpowiedzialność na Skarb Państwa, bądź też, co bardzo dziwne, przekazuje tereny skażone samorządom, które rzucają się na nie jakby zobaczyły cukierka, jedynego na świecie.

Jak wyjaśnia profesor, samorządy często przejmują te tereny za symboliczną złotówkę (choć bywa że płacą ciężkie pieniądze), mamione wizją ich zagospodarowania. Problem w tym, że te tereny są skażone. W takich  przypadkach koszty oczyszczenia tego terenu przekraczają wielokrotnie jego wartość, a odpowiedzialność za ich oczyszczenie przechodzi na nowego właściciela.

Najbardziej tragiczne jest, że często ludzie odpowiedzialni za te transakcje nie mają, nie tylko wiedzy, ale nawet wyobraźni, ile może kosztować remediacja zanieczyszczonego terenu - ucina profesor.

W wielu przypadkach prywatyzuje się zyski z zatruwających środowisko przedsiębiorstw, a następnie usiłuje się uspołecznić koszty, przenosząc je na lokalnych mieszkańców - przyznaje Łukasz Maślona krakowski radny.

Kiedy próbujemy dociekać tego, jaki jest stan środowiska w rejonie dawnej huty im. T. Sendzimira, dzisiaj należącej do ArcelorMittal Poland, ukrywa się posiadane wyniki badań lub sabotuje przeprowadzenie wiarygodnej diagnozy, licząc na to, że w końcu ludzie zapomną - zaznacza.

Ponad 7,5 tys. kontroli

W roku 2020 roku, Inspekcja przeprowadziła w sumie 7 590 wszystkich kontroli, z czego w 1 121 przypadkach stwierdzono naruszenia mogące spowodować zagrożenie lub zanieczyszczenie środowiska. W ramach działań pokontrolnych m.in.:  skierowano 123 wnioski do sądów i 155 wniosków do organów ścigania.

Niestety resort nie odpowiedział nam na pytanie, ile spraw zakończyło się skazaniem, a ile zostało przez sąd oddalonych. Udało nam się ustalić, że z ponad 800 lokalizacji, w ponad 600 przepadkach już ustalono posiadacza odpadów, a to pozwoli na dochodzenie odpowiedzialności.

Dalej mogą zatruwać środowisko

Z "Listy 80" prof. Czop wskazuje na kilka zakładów lub miejsc po działalności tych zakładów, które do dzisiaj wpływają negatywnie na środowisko. To  Zakłady Chemiczne "Zachem" w Bydgoszczy, Zakłady Chemiczne "Boruta" w Zgierzu,  tereny  dawnych Zakładów Metalowych "Dezamet" w Nowej Dębie, Centralne Składowisko Odpadów "Rudna Góra" dawnych Zakładów Chemicznych "Organika-Azot" w Jaworznie, Zakłady Metalurgiczne Krakowie i Dąbrowie Górniczej.

Zakłady Chemiczne "Zachem", Bydgoszcz

Zakłady Chemiczne "Zachem" w Bydgoszczy produkowały szeroką gamę produktów chemicznych. Po przejęciu przez Ciech S.A postawione zostały w stan likwidacji. Dzisiaj to jedna z największych "bomb ekologicznych" w Polsce. Zanieczyszczony teren obejmuje nie tylko obszar zakładów, ale wraz ze strumieniem wód podziemnych przeniósł się na obszary sąsiednie, w tym takie zamieszkane przez ludzi.

Według prof. Mariusza Czopa prawie 1000 osób mieszka na Osiedlu Łęgnowo Wieś, gdzie zanieczyszczone wody są wykorzystywane w gospodarstwie domowych oraz do nawodnień upraw rolnych (głównie warzyw).

Obszar zanieczyszczony wskutek działalności dawnego Zachemu obejmuje powierzchnię około 5000 ha, gdzie gleby i grunty oraz wody podziemne są skażone przez silnie toksyczne substancje rakotwórcze i mutagenne (powodujące uszkodzenia genetyczne) związane z profilem produkcyjnym zakładów: m.in. fenol, toluen, anilina, wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne, związki chlorowcoorganiczne, czy związki nitrowe.

Koszt remediacji terenu zanieczyszczonego wskutek działalności dawnych ZCh "Zachem" oszacowany przez AGH w Krakowie może wynieść nawet około 2,65 mld zł.

Zakłady Chemiczne "Boruta", Zgierz

Cały obszar zakładów Chemicznych "Boruta" w Zgierzu wymaga badań - przyznaje w rozmowie z nami prof. Czop. Jak tłumaczy, obecnie uwaga jest skupiona tylko na trzech składowiskach opadów poprodukcyjnych, które od 1990 r. należą do spółki Eko-Boruta i które w 2019 r. kontrolował NIK.

Pierwsze ze składowisk położone jest bezpośrednio nad rzeką Bzurą. Było eksploatowane w latach 80. i 90. XX wieku aż do zamknięcia w 1995 r. Obecnie teren jest gęsto porośnięty, a masa oraz rodzaj zgromadzonych na nim odpadów nie jest znana.

Drugie składowisko odpadów poprodukcyjnych zawiera popioły paleniskowe i gipsy tzw. "składowisko suche", funkcjonowało w latach  od 1960 - 1996.

Na trzecim składowisku (przy ul. Miroszewskiej) znajduje się ponad 40 tys. ton odpadów poprodukcyjnych, składowanych w latach 1995-2006 w kontenerach, beczkach lub pojemnikach. Odpady te zostały przykryte warstwą popiołów, piasku lub gruzu. Ponadto na tym składowisku w latach 2012-2015 nielegalnie zdeponowano ogromne ilości odpadów różnego pochodzenia, w tym także odpady komunalne. Na terenie tym stwierdzono występowanie około 200 tys. beczek z niezidentyfikowanymi dokładnie substancjami.

Występują tam tzw. zapadliska powierzchni terenu (spowodowane zapadaniem się beczek pod obciążeniem nadkładu). Według profesora Czopa powstające tam gazy, także o wysokiej temperaturze, mogą świadczyć o podziemnym pożarze. Po badania w 2018 roku, przeprowadzonych na zlecenie telewizji Polsat, okazało się, że występuje tam ponad 200 substancji lotnych, niebezpiecznych, m.in. wszelkie związki benzenu, naftalenu, cyjanowodory, ołów, rtęć, metale ciężkie, naftalen oraz pestycydy i produkty ich rozpadu.

Najnowsze badania wykonane w ramach wstępnej kontroli NIK w 2019 r. tylko dla terenu składowisk poprodukcyjnych po dawnych Zakładach Chemicznych "Boruta" wskazują na występowanie poważnego zanieczyszczenia środowiska przede wszystkim wód podziemnych, w strumieniu których substancje toksyczne dopływają do rzeki Bzury. Na terenie zakładów znajdują się ujęcia wód podziemnych, z których woda nie jest badana pod kątem występujących na składowisku substancji toksycznych  - tłumaczy prof. Czop.

Zakłady Metalowe "Dezamet", Nowa Dęba

W tym przypadku problem środowiskowy dotyczy studni ujęciowych zaopatrujących w wodę do picia około 18 tys. mieszkańców Miasta i Gminy Nowa Dęba.

W 2008 r. po wprowadzeniu wymogu badania rozpuszczalników chlorowcoorganicznych - tetrachloroetenu (tzw. tetra) i trichloroetenu (tzw. tri), okazało się, że przekraczają one dopuszczalne stężenia w wodach podziemnych. Późniejsze badania wykazały, że do ujęcia dopływa ogromna, mająca blisko 325 ha powierzchni chmura szkodliwych związków chlorowcoorganicznych tj. tri i tetra oraz wybranych metali ciężkich, która swój początek bierze z terenu dawnych Zakładów Metalowych "Dezamet", w PRL wytwórcę znanych żelazek oraz tajnego zakładu zbrojeniowego.

Obecnie zbrojeniowy charakter ZM "Dezamet" nie jest już tajemnicą, ale pomimo dowodów na używania tri i tetra w w/w firmie za czasów PRLu i nawet istniejących instrukcji w zakresie ich utylizacji poprzez wylewanie do gruntu, służby ochrony środowiska nie potrafiły ustalić odpowiedzialnego za zanieczyszczenie.

Zakłady Chemiczne "Organika-Azot", Jaworzno

W zakładach tych od 1921 r. produkowano środki ochrony roślin, w tym silnie toksyczne, kancerogenne i mutagenne - DDT i lindan. Odpady przemysłowe z działalności zakładu były lokowane w wyrobiskach po eksploatacji piasku w dolinie potoku Wąwolnica, bez żadnych zabezpieczeń.

Według aktualnych danych zinwentaryzowanych zostało ponad 200 tysięcy ton odpadów niebezpiecznych. To głównie pestycydy i ich półprodukty, których produkcji i użytkowanie zakazuje Konwencja Sztokholmska w sprawie trwałych zanieczyszczeń organicznych z marca 2001 r.

Odcieki ze składowiska zanieczyszczają glebę, wody powierzchniowe i podziemne, a stężenia toksycznych pestycydów i produktów ich rozpadu są często od kilkuset do kilku tysięcy razy wyższe od wartości dopuszczalnych.

Poza Centralnym Składowiskiem Odpadów (CSO) "Rudna Góra" w dolinie rzeki Wąwolnica znajdują się również inne obszary depozycji odpadów niebezpiecznych słabiej zbadane: Pole A, Pole K, stara hałda przy torach oraz składowisko cyjanków. Dokładnie zbadany powinien zostać również teren samych zakładów chemicznych -  przyznaje profesor.

Zakłady Metalurgiczne Krakowie i Dąbrowie Górniczej

Huta w Krakowie i zakład w Dąbrowie Górniczej, to duże kompleksy metalurgiczne, w obrębie których prowadzono działalność silnie wpływającą na środowisko naturalne. Na terenie zakładów poza samym wytopem stali zlokalizowane były oddziały zajmujące się przygotowaniem wsadu hutniczego oraz obróbką metali, których działalność była równie lub nawet bardziej szkodliwa dla środowiska.

Działalność tych zakładów skutkowała dużą emisją zanieczyszczeń do powietrza, gleb i grunt oraz wód powierzchniowych i podziemnych. Aktualnie główną uwagę zwraca się na kwestie zanieczyszczenia powietrza pyłami ale kompletnie nie bada się bardziej niebezpiecznych związków powstających w procesach metalurgicznych tj. wielopierścieniowych węglowodorów aromatycznych i dioksyn, które mają silne działanie kancerogenne i mutagenne.

Z każdym z kombinatów związany jest problem składowisk opadów żelazonośnych, żużli i popiołów, wybudowanych w okresie PRLu bez żadnych wymaganych obecnie zabezpieczeń. Stanowią one ogromne ogniska zanieczyszczeń  dla powierzchni ziemi (gleb i gruntów oraz wód podziemnych).

Obecnie najbliższe sąsiedztwo obu kombinatów jest zagospodarowywane w kierunku rolniczym oraz przemysłowo-mieszkaniowym, a w przypadku Krakowa także rekreacyjnym. Jest to niezgodne ze światowymi doświadczeniami, gdzie we Włoszech wokół kombinatu metalurgicznego Ilva w Taranto wyznaczono strefę o promieniu 20 km z zakazem działalności rolniczej, gdyż doszło do silnego skażenia gleb przez dioksyny powstałe w procesach hutniczych.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Monika Kamińska

Przemek Błaszczyk