Uniknąć wykorzystywania w pracy za granicą

Piątek, 16 czerwca 2006 (07:05)

Obozy pracy, wykorzystywani robotnicy, zatrudnienie na czarno - w takie tarapaty często popadają Polacy szukający pracy za granicą. Wiele z tych przypadków można byłoby uniknąć. Wystarczy przestrzegać kilku zasad.

Pracy za granicą trzeba szukać tylko u pewnych pośredników. Muszą oni posiadać zezwolenia i certyfikaty. Druga zasada to odpłatność za znalezienie pracy: Nawiązując do polskich przepisów prawnych nie wolno pobierać opłat za pośrednictwo w pracy od kandydatów poszukujących pracy - mówi Kazimierz Sedlak z biura pośrednictwa pracy Sedlak&Sedlak.

Rozmowa o pracę nie powinna zakończyć się tylko na kontakcie telefonicznym z pośrednikiem. Największy problem jest w momencie kiedy ktoś chce z nami załatwiać to wszystko za pomocą telefonu komórkowego. Wtedy miałabym największe wątpliwości - dodaje Sedlak.

Należy się wystrzegać głównie krótkich, mało szczegółowych ogłoszeń w gazetach o pracy np. w Anglii, gdzie podany jest tylko numer telefonu. Ja bym w ogóle na takie ogłoszenie nie reagował. To raczej nielegalne pośrednictwo - mówi Sedlak. A nielegalne pośrednictwo to najczęściej nielegalna praca za granicą.

Uwaga na ubezpieczeniowe pułapki!

Innym niebezpieczeństwem są pułapki ubezpieczeniowe. Okazuje się bowiem, że mimo wykupionej polisy możemy za granicą płacić np. za leczenie. We Francji za każdy dzień spędzony w szpitalu zapłacicie 15 euro, w Niemczech zaś do pierwszej wizyty u lekarza rodzinnego trzeba dopłacić 10 euro.

By uniknąć przykrych niespodzianek, najpierw należy sprawdzić, co oferuje nam zagraniczny pracodawca – to na nim bowiem spoczywa obowiązek wykupienia nam ubezpieczenia. Nie daje ono jednak pełnej ochrony. Kolejnym krokiem musi być więc najczęściej pójście do prywatnej firmy i wykupienie komercyjnego ubezpieczenia.

Szczególną uwagę należy zwrócić na transport do kraju w razie wypadku. Jest on bowiem bardzo drogi i nie jest refundowany – radzi Aleksander Daszewski z biura Rzecznika Ubezpieczonych. - Koszt przejechanego ambulansem kilometra to na dzień dzisiejszy 5 do 7 złotych – tłumaczy. Jeżeli nie wykupimy dodatkowego ubezpieczenia, za tysiąc kilometrów trzeba będzie zapłacić nawet 7 tysięcy złotych.

- Namawiam wszystkich państwa do tego, by suma ubezpieczenia oscylowała na wysokości minimum równowartości 10 tysięcy euro - dodaje Daszewski. Koszt takiego ubezpieczenia zależy m.in. od charakteru pracy: im bardziej niebezpieczna, tym polisa jest droższa.

Dogadać się za granicą

Nauka języka obcego nie jest możliwa z dnia na dzień – warto jednak opanować język kraju, do którego jedziemy, przynajmniej w stopniu pozwalającym na porozumiewanie się.

Szkoły językowe wyczuły już rynek i coraz częściej oferują specjalne kursy właśnie dla tych, którzy wybierają się za granicę do pracy. - Przygotowaliśmy takie intensywne wakacyjne kursy z bardzo szerokim słownictwem związanym z pracą, ze zdrowiem, z ubezpieczeniami - mówi Marcin Kuryłło z jednej z ogólnopolskich szkół językowych.

Dodaje jednak, że języka najlepiej uczyć się za granicą, ale nie od Polaków, a od miejscowych. Proponuje, by np. rano chodzić na kurs językowy, a po południu pracować. - Bardzo często szkoły, w których są organizowane te kursy językowe, pomagają znaleźć dodatkowa pracę dla swoich studentów - zaznacza.

Jak dzwonić do domu, by nie zbankrutować?

Podstawa to Internet. Telefony komórkowe są obrzydliwie drogie – mówi Grzegorz, student warszawskiej politechniki. Komórkę radzi mieć w kieszeni, ale wykorzystywać tylko do odbierania wiadomości. W przypadku dłuższego pobytu za granicą poleca zaopatrzyć się w przenośne słuchawki. Innym rozwiązaniem jest dzwonienie prepaidowe – analogiczne do zasilania telefonu komórkowego na kartę. Posłuchaj:

Porad dla wyjeżdżających za granicę szukajcie także w „Super Expressie”.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM - newsroom