Nikogo nie zwolnimy
W kwietniowym pożarze najważniejsza część firmy doszczętnie spłonęła, razem z biurem i pomieszczeniami socjalnymi dla pracowników. Płomienie nie objęły nowej części produkcyjnej, która dopiero była przygotowywana do uruchomienia. Teraz w niej odbywa się produkcja gryzaków.
Przez pierwszy miesiąc musieliśmy uprzątnąć cały budynek, więc tak naprawdę w budowie jesteśmy od dwóch miesięcy – opowiada naszej reporterce Jan Sokołowski, jeden z trzech wspólników. W czwartek skończyliśmy remont dachu, więc to taki dla nas duży sukces, bo możemy już teraz przejść do pracy wewnątrz budynku – dodaje.
Pieniądze na odbudowę pochodzą głównie z kredytów zaciągniętych po pożarze.
To firma rodzinna, którą założyli nasi dziadkowie, którą prowadzili i prowadzą nasi rodzice, a teraz my – dodaje Adam Barański, współwłaściciel. Jeszcze w dniu pożaru usiedliśmy wszyscy i powiedzieliśmy sobie, że działamy dalej, że nie poddajemy się. I tego samego dnia udaliśmy się do banku i zaciągnęliśmy kredyt, który teraz jest naszym źródłem finansowania. Jako zabezpieczenie daliśmy swoje wszystkie majątki i próbujemy się ratować – mówi.
Strażakom udało się ocalić nową część produkcyjną, do której w dwa tygodnie przeniosła się produkcja.
Na początku praca była rotacyjna, teraz na około osiemdziesięcioprocentowej wydajności – ocenia pan Adam Udało się nam zachować całą załogę i nikogo nie zwolnić, co było tak naprawdę naszym celem, ponieważ pracownicy to są nasi sąsiedzi, to są często nasze rodziny, to są dzieci naszych pracowników, którzy pracują tu czy pracowali przez dwadzieścia, trzydzieści lat. To, co się wydarzyło, to nie był tylko nasz dramat, tylko dramat pięćdziesięciu rodzin, które tutaj mieszkają wokół nas – zaznacza.
Momentu zwątpienia właściwie nie było, poza samym momentem pożaru.
Ale już na naszej wspólnej rozmowie, gdzie usiedliśmy z naszymi głównymi handlowcami i my wszyscy jako wspólnicy z naszymi rodzicami, to widać było wzajemne wsparcie – wspomina pan Jan. Wtedy już byłem pewien, że nam to się uda i idziemy w dobrym kierunku. Jak na dwa miesiące pracy, efekty naprawdę są bardzo duże i mamy nadzieję, że jeszcze trochę i będziemy już działać normalnie – dodaje.
Tsunami dobra
Rodzinną firmę zaskoczyła lawina dobra. Wsparcie czuli już od dnia pożaru.
Pomagali wszyscy, i władze samorządowe i ludzie, również tacy, których nawet nie znaliśmy, przyjeżdżali i oferowali pomoc – dodaje Adam Barański. Nawet konkurencja się odzywała, czy nie potrzebujemy jakiejś pomocy, wsparcia. To było naprawdę niesamowite, ale sposób, w jaki firma była prowadzona przez te lata, teraz to tak naprawdę do nas wróciło – mówi.
Przedsiębiorcy zgodnie ustalili, że nie będą organizować zbiórek.
Uważamy, że zbiórki nie są dla prywatnych firm i my musimy sobie sami zapracować, tak jak pracowali nasi dziadkowie i nasi rodzice – opowiada pan Adam. Pojawił się pomysł otworzenia sklepu internetowego, który miał umożliwić pomoc osobom, które tego chciały – dodaje.
Do właścicieli odzywali się ludzie z całej Polski.
Nie mieliśmy w ogóle pojęcia, że śledzą naszą historię – zaznacza współwłaściciel. Pytali, jak mogą nam pomóc i wymyśliliśmy taki właśnie sposób, że ten sklep internetowy będzie dla nas formą pomocy, która pomoże się odbudować i utrzymać pracowników, przez zaangażowanie wszystkich ludzi w pracę i w odbudowę tego zakładu. Musimy podkreślić, że nasi pracownicy stają na wysokości zadania i naprawdę przychodzą w sobotę i w niedzielę. Sami wychodzą z inicjatywami, to coś niesamowitego – mówi.
Internetowy sklep zaczął działać, a zainteresowanie zakupami lawinowo rosło.
Pisaliśmy posty, nasi znajomi, przyjaciele, rodzina, aż zaczęli pisać inni, m.in. lokalny inicjator zbiórek i wtedy weszło nam bardzo dużo zamówień, ale to było tylko preludium – opowiada Jan Sokołowski. Ale prawdziwe uderzenie przyszło, kiedy pan Kamil z profilu Pomysłodawcy na Facebooku opublikował post o naszym pożarze. No i wtedy padły serwery – dodaje.
Firma nie była przygotowana na tak ogromną liczbę zamówień. Informatyk firmy, pan Marcin w nocy uruchomił serwery, a załoga pojawiła się w niedzielę i od siódmej zaczęło się pakowanie.
I tak to trwa do dziś – dodaje z uśmiechem pan Jan. Wczoraj skończyliśmy o dwudziestej drugiej, a potem siedzimy po nocach i załatwiamy sprawy związane z odbudową. To już praca bardziej przy komputerze, więc kończymy późną nocą, wstajemy rano i pracujemy. Oczywiście przy ogromnym wsparciu pracowników, którzy mają swoje rodziny, dzieci, a mimo to poświęcają każdą wolną chwilę, żeby móc się zaangażować czy to w sklep, czy to w odbudowę, czy po prostu w naszą tradycyjną produkcję hurtową – opowiada.
Dla zobrazowania skali zamówień – dziś pakowane są rzeczy zamówione w ubiegły poniedziałek. Sklep internetowy nie tylko wspiera odbudowę, ale też daje wiele radości.
Dzieją się bardzo miłe rzeczy, jak ludzie wrzucają swoje posty czy rolki w social mediach, gdzie widzimy ich zadowolenie i to też daje nam radość i chęć do znalezienia jeszcze więcej energii na zaangażowanie w kolejne godziny pracy. Ale nasza działalność opiera się na działalności hurtowej i to jest nasze podstawowe źródło utrzymania – mówi pan Jan.
Kryzysowa sytuacja pozwoliła wspólnikom poznać się jeszcze bliżej.
Wcześniej byliśmy zaangażowani w tę firmę, ale przez wiele ostatnich lat pracowaliśmy w zupełnie innych branżach, w wyuczonych zawodach z nastawieniem, że oczywiście tu wrócimy – opowiada pan Jan. Pożar na pewno przyspieszył naszą naukę pod kątem prowadzenia tego typu przedsiębiorstwa i to była bardzo szybka nauka – zaznacza.
Trzech wspólników, Adam, Jan i Stanisław, znają się od najmłodszych lat. Teraz jeszcze bardziej zdają sobie sprawę z tego, że mogą na siebie liczyć. Jednak zaskoczyła ich fala dobra, jaką odczuwają od początku.
To już nie fala, tylko tsunami dobra i to wszystko chyba jeszcze do nas nie dociera – podkreślają. Myśleliśmy, że będziemy się tym ludziom odwdzięczać, że zrobimy jakieś paczki, podziękujemy każdemu z osobna. Teraz, przy takiej liczbie ludzi, to jest nierealne –mówią. Gdybyśmy mogli, każdemu chętnie byśmy uścisnęli dłoń i powiedzieli miłe słowo, ale jest tego tak dużo. To jest coś niesamowitego, ta siła internetu, mediów i naprawdę dobrych ludzi. W pomoc włączył się nawet Rafał Brzoska z InPost, który wysyłki zamówione w firmie Smak realizuje po kosztach – zaznaczają.
Firma z Dziardonic od początku opiera się na wartościach.
Najważniejszy był człowiek, od samego początku, kiedy firmę zakładali nasi dziadkowie – podkreśla Adam Barański. Później rodzice przekazywali nam te same wartości, poszanowanie innych, współpraca. Wszystko, co robiliśmy, np. modernizacja, odbywało się przy wsparciu naszych lokalnych firm budowlanych, sklepów, hurtowni. Tego zostaliśmy nauczeni i tak to teraz funkcjonuje i jestem przekonany, że tak będzie przez cały czas – mówi.
Właściciele przedsiębiorstwa zapytani, czy można coś dla nich zrobić, nie proszą o wiele.
Na pewno trzymać za nas kciuki, a jeśli ktoś ma taką ochotę i potrzebę, to zapraszamy do zakupów w naszym sklepie. Ale każde dobre słowo, każdy pozytywny gest jest dla nas paliwem napędowym do dalszej pracy i utwierdza nas w przekonaniu, że 20 kwietnia podjęliśmy dobrą decyzję. Mamy nadzieję, że niedługo staniemy na nogi już na dobre i będziemy mogli pomagać innym, a nie oczekiwać pomocy - dodają.