Sprawa śmierci na boisku szkolnym trafi znowu na wokandę

Środa, 4 marca 2009 (14:49)

Sprawa śmierci 15-letniego Filipa zostanie ponownie rozpatrzona - zdecydował sąd apelacyjny we Wrocławiu. Chłopak zginął rażony prądem na boisku szkolnym trzy lata temu. Kolejny proces w tej sprawie powinien się rozpocząć w ciągu miesiąca.

W pierwszej instancji za niedopełnienie obowiązków na kary więzienia w zawieszeniu skazano byłą dyrektorkę gimnazjum, dyspozytora pogotowia energetycznego i policjanta, który nie powiadomił odpowiednich służb o przebiciu prądu.

Z jednej strony sędzia przyznał, że dyrektorka miała obowiązek sprawować pieczę nad powierzonymi jej uczniami. Z drugiej jednak sędzia miał wątpliwość czy powinna się ona opiekować uczniami również w czasie wakacji. W toku procesu dyrektorka wyjaśniała, że zgodnie z zaleceniami Ministerstwa Edukacji Narodowej w czasie wakacji dzieci mogły korzystać z boiska szkolnego w ramach "Programu otwartych boisk".

Poza tym, jak wyjaśniał sędzia Jerzy Menzel, trzeba się dokładnie zastanowić, czy na ławie oskarżonych znalazły się wszystkie osoby odpowiedzialne za śmierć 15-letniego chłopaka. Na ławie oskarżonych siedzi troje oskarżonych. Ale gdy czyta się te akta, to zaniechanie jest elementem zachowania znacznie większej liczby osób. Gdyby choć część z osób uprawnionych do działania, takie działanie podjęła, na pewno ta śmierć by się nie wydarzyła.

14-letni Filip został śmiertelnie porażony prądem na boisku szkolnym 30 lipca 2006 r. w centrum Wrocławia. Chłopak R. grał z kolegami w koszykówkę. Gdy piłka wpadła na mur okalający boisko, uczeń wszedł na płot. Na murze znajdowała się jeszcze metalowa siatka, która - jak się okazało - była pod napięciem. Przybyli na miejsce lekarze chcieli przewieźć chłopca do szpitala. Jednak w trakcie przenoszenia do karetki jego stan gwałtownie się pogorszył. Mimo reanimacji chłopiec zmarł.

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

RMF FM - newsroom