Sprawa Dariusza P. oskarżonego o zabicie pięciorga bliskich ponownie na wokandzie

Poniedziałek, 14 listopada 2016 (12:41)

​W przyszły poniedziałek, 21 listopada, przed Sądem Okręgowym w Gliwicach powinny się rozpocząć mowy końcowe w procesie Dariusza P. Mężczyzna jest oskarżony o podpalenie domu w Jastrzębiu Zdroju i zabicie w ten sposób pięciorga członków najbliższej rodziny.

Proces toczy się od maja 2015 r. Do mów końcowych w gliwickim sądzie dojdzie na rozprawie za tydzień, jeśli strony zgodzą się na ujawnienie protokołów i dokumentów z akt sprawy bez ich odczytania.

Nie można wykluczyć, że mowy prokuratora, obrońcy i oskarżonego potrwają dłużej niż jedną rozprawę - zaznaczyła rzeczniczka Sądu Okręgowego w Gliwicach Joanna Smorczewska.

W pożarze, do którego doszło w maju 2013 roku, zginęła żona Dariusza P. oraz czworo ich dzieci. P. został zatrzymany i aresztowany pod koniec marca 2014 r. Gliwicka prokuratura zarzuciła mu zabójstwo pięciu osób, a także usiłowanie zabójstwa szóstej - najstarszego syna, który ocalał z pożaru. Według oskarżenia, motywem zbrodni była chęć uzyskania pieniędzy z ubezpieczenia. Sprawą zajmuje się rybnicki ośrodek zamiejscowy gliwickiego sądu.

Prokuratura nie ma wątpliwości, że Dariusz P. podłożył ogień w domu, w którym spała jego żona z dziećmi. Według biegłych z zakresu pożarnictwa, zarzewia znaleziono w sześciu miejscach. Żaluzje były zamknięte i zablokowane w taki sposób, by nie można ich było otworzyć.

Analiza logowań z telefonu podejrzanego

Z opinii biegłych, którzy badali logowania telefonu podejrzanego, wynika, że P. w czasie wybuchu pożaru był w pobliżu domu. Oskarżony utrzymuje, że znajdował się wówczas w oddalonym o ok. 10 km zakładzie w Pawłowicach, w którym montował meble.

Analizę logowań obrona uważa za niewiarygodną. Zdaniem oskarżenia, motywem przestępstwa była chęć uzyskania pieniędzy z polis - Dariusz P. krótko przed pożarem zawarł liczne umowy ubezpieczeń majątkowych i osobistych - na wysokie kwoty. Z domu usunął wartościowe przedmioty. Miał poważne długi.

W składanych na początku procesu obszernych wyjaśnieniach Dariusz P. nie przyznał się do zabójstwa, utrzymując, że w jego domu doszło do przypadkowego pożaru. Zgadza się natomiast z zarzutem kierowania śledztwa na fałszywe tory. Tłumaczył, że w ten sposób chciał odsunąć od siebie podejrzenia, gdy policja mówiła, że w jego domu doszło do podpalenia.

Biegli uznali podejrzanego za poczytalnego

Akt oskarżenia trafił do sądu w marcu ubiegłego roku. Według śledczych dowody wskazują, że oskarżony działał "w zamiarze bezpośrednim pozbawienia życia członków swojej rodziny". Biegli, którzy kilka tygodni obserwowali Dariusza P. w Szpitalu Psychiatrycznym przy Areszcie Śledczym we Wrocławiu, uznali go za poczytalnego. Stwierdzili u oskarżonego cechy osobowości psychopatycznej.

Wcześniej dwa inne postępowania przeciwko P. zostały umorzone, bo biegli uznali go za niepoczytalnego. Jak podawała prokuratura, P. najprawdopodobniej symulował niepoczytalność, m.in. czerpiąc wiedzę ze znalezionej u niego w domu książki "Psychiatria kliniczna i pielęgniarstwo psychiatryczne".

Do tragedii doszło nocą 10 maja 2013 r. Powierzchnia pożaru była niewielka - ok. 15 m kw. Jego ognisko znajdowało się na piętrze domu jednorodzinnego, paliła się część schodów i szafa. W wyniku pożaru zmarło pięć osób, ocalał tylko najstarszy syn.

Jak wykazała sekcja zwłok, przyczyną śmierci ofiar było zatrucie tlenkiem węgla. Na miejscu zginęła 18-letnia najstarsza córka, czterolatka - w trakcie udzielania pomocy. Potem w szpitalach w Jastrzębiu Zdroju i Cieszynie zmarli kolejno: 10-letni chłopiec i 40-letnia matka dzieci oraz 13-letnia dziewczynka. Cała piątka spoczęła w jednym grobie na cmentarzu w Jastrzębiu Zdroju.

(łł)

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska