Spór o tablice "Solidarności" zakończy się w sądzie? "Przyniesie Polsce kompromitację"

Piątek, 3 lipca 2020 (16:35)

Europejskie Centrum Solidarności w Gdańsku nie zwróci Narodowemu Muzeum Morskiemu słynnych tablic, na których podczas strajku w 1980 roku spisano 21 postulatów MKS. O północy minie termin zawartej w 2014 roku umowy depozytu, na mocy której wpisane na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO tablice są eksponowane na wystawie stałej w ECS. Niewykluczone, że sprawa znajdzie swój finał w sądzie.

Spór o tablice - symbol "Sierpnia 80" - trwa od listopada zeszłego roku. Wtedy to dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego, instytucji, w której ewidencji zabytków znajdują się tablice, wysłał do dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności pismo, w którym wyraził oczekiwanie skrócenia umowy depozytu tablic ECS. Miałyby one trafić do słynnej Sali BHP, w której podpisano Porozumienia Sierpniowe. Sala była wtedy oddziałem Narodowego Muzeum Morskiego. Władze ECS-u nie zgodziły się na zawarcie porozumienia w sprawie rozwiązania umowy. Kilka tygodni później Narodowe Muzeum Morskie wypowiedziało tę umowę. Trwający pół roku okres wypowiedzenia właśnie dobiega końca.

Dziś na konferencji prasowej Basil Kerski, dyrektor ECS przyznał, że nie widzi możliwości, by tablice przestały być elementem wystawy stałej Europejskiego Centrum Solidarności, która w całości sfinansowana ze środków Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Kerski wyjaśnił także, że wczoraj wysłał w tej sprawie pismo (publikujemy jego pełną treść poniżej) do Narodowego Muzeum Morskiego, informując jego dyrektora między innymi o tym, że uchyla się od skutków prawnych umowy depozytu i aneksu do niej. Według dyrektora ECS, instytucja została wprowadzona w błąd co do tego, kto jest właścicielem tablic, a Narodowego Muzeum Morskie - mimo wezwań już po wybuchu sporu - nie wskazało podstawy prawnej, na bazie której uważa się za właściciela tablic.

Jeszcze w grudniu 2019 roku głos w tej sprawie, sprzeciwiając się zabieraniu tablic z ECS, zabrali Maciej Grzywaczewski oraz spadkobiercy Arkadiusza "Arama" Rybickiego, czyli między innymi Małgorzata Rybicka, wdowa po polityku, który zginął w katastrofie smoleńskiej. To właśnie Grzywaczewski i Rybicki w 1980 roku spisali na sklejce treść postulatów i powiesili je nad historyczną Bramą nr 2 Stoczni Gdańskiej. To im zgodnie z prawem przysługują autorskie prawa majątkowe i prawa własności tablic.

Pytany dziś o stanowisko Europejskiego Centrum Solidarności i podpisane przez jego szefa pismo dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego przyznał, że jest zaskoczony taką odpowiedzią. 

Wydaje nam się, że wiele faktów podanych w tej odpowiedzi nie jest zgodnych z prawdą. W związku z tym najpewniej w najbliższych dniach spróbujemy wystosować odpowiednie pismo do dyrekcji ECS. Musimy usiąść z prawnikiem w tym nadchodzącym tygodniu i przeanalizować wszystko, dlatego że praktycznie każdy akapit zawiera pewne nieprawdziwe stwierdzenie i musimy się do tego konkretnie ustosunkować - mówi RMF FM dr Robert Domżał, Dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku. 

Pytany o konkretne przykłady wskazał na wątek dotyczący miejsca ekspozycji tablic przez Narodowego Muzeum Morskiego. 

Fakt nr 1 jakobyśmy nie posiadali miejsca na to, żeby tablice eksponować. Zdjęliśmy te tablice z własnej ściany, która ta ściana wciąż jest gotowa na to, żeby te tablice przyjąć. I tak by można było zdanie po zdaniu analizować i odpowiadać - mówił Domżał. Pytany o podstawę prawną, na mocy której Narodowego Muzeum Morskie uważa się za właściciela eksponatu, Domżał wskazuje na wpis do ewidencji muzealnych zabytków. Wpis dokonany został wtedy, gdy tablice trafiły na światło dziennie. Już po przełomie, kiedy można było te tablice ujawnić. Wtedy to ówczesna dyrekcja muzeum podjęła decyzję taką, iż tablice powinny trafić do zbiorów. I nie było aż do zeszłego roku żadnej dyskusji na temat ten, czy muzeum (Narodowe Muzeum Morskie) jest dobrym czy złym miejscem, żeby tego typu zabytek prawnie chronić - mówi Domżał.

Tu warto wspomnieć o niekwestionowanej, historycznej roli pracowników obecnego Narodowego Muzeum Morskiego, dzięki którym tablice przetrwały do czasów dzisiejszych. Po zakończeniu strajku z sierpnia 1980 tablice i inne związane z nim pamiątki trafiły na wystawę właśnie do muzeum. Gdy w 1981 roku wybuchł stan wojenny Służba Bezpieczeństwa te pamiątki zarekwirowała. W jej ręce trafiła jednak kopia tablic, wykonana przez Mirosława Bruckiego. Kolejni dwaj pracownicy zajęli się ukryciem oryginalnych tablic. Dopiero w 1996 roku ponownie ujrzały one światło dzienne.

Dziś głos w tej sprawie zabrali także między innymi senator Bogdan Borusewicz, który jest też przewodniczącym Kolegium Historyczno-Programowego ECS, senator Sławomir Rybicki, Bogdan Lis, przewodniczący Rady ECS, sygnatariusz Porozumień Sierpniowych, pomorski marszałek Mieczysław Struk, prezydent Gdańska Aleksandra Dulkiewicz, a także ponownie Maciej Grzywaczewski i Małgorzata Rybicka. Wszyscy zgodnie podkreślali, że nie godzą się na przekazanie tablic ani do Narodowego Muzeum Morskiego, ani do nowego Instytutu Dziedzictwa Solidarności.

Apelowali także do strony rządowej o zażegnanie sporu w sprawie tablic i zawarcia porozumienia w tej sprawie. Przypominali też, że przed laty Europejskie Centrum Solidarności powołane zostało zarówno przez władze lokalne jak i centralne, do opisywania i dokumentowania historii Solidarności. W tej sprawie pismo do premiera Mateusza Morawieckiego skierował senator Sławomir Rybicki (treść listu publikujemy poniżej).  

Co ciekawe, do wpisu do ewidencji muzealnych zabytków w ramach interpelacji poselskiej dotarł poseł Piotr Adamowicz. Jego zdaniem, został on wykonany niepoprawnie i budzi spore wątpliwości.

Oczywiście, że z punktu widzenia praktyki i teorii prawa wpis do inwentarza jest podstawą. Problem polega na tym, że wpisu dokonano z uchybieniem, naruszeniem. W związku z tym należałoby go unieważnić. Istotne jest to, że tablice z 21 postulatami stworzyły konkretne osoby. Aram Rybicki i Maciej Grzywaczewski. Oni w świetle Ustawy o prawach autorskich są twórcami. Zgodnie z kolei z Kodeksem Cywilnym są właścicielami. Ten wpis został oczywiście dokonany w dobrej wierze, ale nie zadano sobie wtedy żadnego trudu, bo jeśli spojrzymy na poszczególne rubryki, to nie ma w nich żadnych informacji. Rubryka "data wpływu" - pusta, "wartość" - pusta, "format" - pusta, "pochodzenie" - pusta, "miejsce w archiwum" - pusta, "uwagi" - pusta - mówi RMF FM Piotr Adamowicz, dodając, że wielokrotnie w korespondencji z Ministerstwem Kultury i Dziedzictwa Narodowego i Narodowym Muzeum Morskim pytał o podstawę prawną tego wpisu do ewidencji zabytków.

Narodowego Muzeum Morskie nie posiada ani umowy kupna-sprzedaży, ani umowy depozytowej, ani aktu darowizny. A na tej podstawie powinno dokonywać się wpisu do inwentarza. Żyją przecież twórcy i właściciele. W związku z tym z mocy prawa ten wpis został popełniony z uchybieniem, czyli jest nieważny. Trochę to skomplikowane, ale tak to wygląda - mówił RMF FM Adamowicz, dodając, że tablice powinny zostać wykreślone z ewidencji Narodowego Muzeum Morskiego.

O spór o tablice udało nam się zapytać Mirosława Bruckiego, który w 1981 wykonał kopię tablic. Wieloletni pracownik Narodowego Muzeum Morskiego przeszedł właśnie na emeryturę. Dziś w Gdańsku odebrał medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis", przyznawany przez ministra kultury i dziedzictwa narodowego. Co najmniej trzy osoby przyczyniły się do uratowania tablic. Ja jestem jedną z nich. Gdybym miał powiedzieć w tej chwili, gdzie te tablice powinny się znaleźć, to wolałbym z kolegami uzgodnić jedną wersję, ale mogę powiedzieć, że w ECS oglądaliśmy gabloty i są na pewno dobre warunki - mówił RMF FM Brucki. Przyznał, że całym sporze widzi politykę. To powinno nas cieszyć wszystkich, z jednej strony i drugiej. A my próbujemy to wykorzystać do innych celów. Nie jest to ładne - mówił Mirosław Brucki.

W Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego przyznają, że nie czują się stroną tego sporu, a decyzję o dalszych krokach w tej sprawie podejmować ma dyrektor Narodowego Muzeum Morskiego Robert Domżał. Niewykluczone jednak, że sprawa trafi do sądu. 

Stanowiska ministerstwa jest jasne. Od rozwiązywania sporów są sądy. Wszystko wskazuje na to, że to sprawa będzie tak rozwiązana. Dziwi ona o tyle, że ECS kilka lat temu podpisał umowę depozytową z Narodowym Muzeum Morskim, w związku z tym nie kwestionował prawa Narodowego Muzeum Morskiego do tych tablic, które - przypomnę - wpisane są do inwentarza muzealiów. Zgodnie z polskim prawem oznacza to, że stanowią własność muzeum. A tak jak powiedziałam, wszelkie wątpliwości będzie rozstrzygał sąd - mówiła RMF FM Paulina Florjanowicz, dyrektor Departamentu Dziedzictwa Kulturowego Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego, która wręczała dziś Mirosławowi Bruckiemu Medal "Zasłużony Kulturze Gloria Artis".

Władze ECS mimo wszystko liczą na to, że spór uda się rozstrzygnąć inaczej. Spór prawny zawsze jest wyrazem słabości, lepiej się publicznie porozumieć. To jest też dobra okazja, żeby opowiedzieć historię tablic i opowiedzieć o ich znaczeniu - mówi dziś Basil Kerski, dyrektor ECS. Jak dojdzie do procesu sądowego, oczy świata będą śledziły ten proces. Tablice przecież należą do dokumentów UNESCO, które się nazywają "Pamięć świata". Bardzo się boję, że jakikolwiek proces sądowy przyniesie Polsce raczej kompromitację, niż cokolwiek innego - mówił z kolei mecenas Jacek Taylor, członek Rady Europejskiego Centrum Solidarności.

List senatora Sławomira Rybickiego do premiera Mateusza Morawieckiego
Pismo dyrektora Europejskiego Centrum Solidarności do dyrektora Narodowego Muzeum Morskiego

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Kuba Kaługa

Joanna Potocka