Snowboardzista utknął w lesie na Pilsku. "Słychać było, że nie ma sił"

Piątek, 11 stycznia (10:35)

Beskidzcy goprowcy uratowali snowboardzistę, który jeździł poza wyznaczonymi trasami w rejonie Pilska. Utknął w lesie, tracąc orientację. Był bardzo zmęczony. Po kilkugodzinnej akcji ratownicy przewieźli go do schroniska na Halę Miziową – podało GOPR.

Snowboardzista utknął w lesie przy potoku. Była mgła i wiał wiatr. Całkowicie stracił orientację. Gdy zaczął zapadać zmrok, zaczął nieco panikować. Wezwał pomoc. Słychać było, że nie ma sił. Siedział i czekał na ratunek. Był zmęczony. Mówił, że pokonanie 100-metrowego odcinka po własnych śladach zajęło mu ok. 2 godzin. Zapadał się w śniegu po pachy - relacjonował ratownik dyżurny Grupy Beskidzkiej GOPR Łukasz Dunat.

Snowboardzistę udało się namierzyć dzięki aplikacji "Ratunek", którą miał zainstalowaną na swoim telefonie. Mężczyzna został doprowadzony do schroniska na Hali Miziowej.

Akcja ratunkowa trwała kilka godzin. Goprowcy zakończyli ją w czwartek ok. 22. Brało w niej udział ok. 10 ratowników.

W Beskidach panują doskonałe warunki narciarskie, ale zarazem niezwykle trudne na szlakach turystycznych. Leży dużo śniegu. W rejonie Pilska występuje lokalnie podwyższone zagrożenie wystąpieniem zjawisk lawinowych. Narażone na to są zwłaszcza zagłębienia terenowe na stronach zawietrznych w kopule szczytowej góry.

Drugi stopień zagrożenia lawinowego obowiązuje też na Babiej Górze. Niebezpieczeństwo dotyczy głównie żlebów, kociołków, zagłębień terenowych oraz miejsc za przełamaniami terenu.

Opracowanie:

 

Artykuł pochodzi z kategorii: Polska

Joanna Potocka

RMF FM/PAP